czwartek, maj 22, 2008

Świadomość ekumeniczna

.
W jednym z artykułów o. Chrysostoma MacDonnella, znanego prawosławnego duszpasterza z Manchesteru, natknąłem się na taką oto zabawną anegdotę z Grecji:

“Kilka lat temu poznałem anglikańskiego duchownego, żonatego z Greczynką. Pewnego razu wybrali się do Grecji na wakacje, gdzie odwiedzili jej rodzinną wieś. Żona postanowiła poznać swojego męża z miejscowym papasem (proboszczem parafii), który mówił jako-tako po angielsku. Świadkiem rozmowy była malutka grecka staruszeczka, która zaciekawiona, zapytała papasa, kim jest jego gość.


- To anglikański chrześcijanin – odparł po grecku duchowny.
- Kim są anglikanie? – nie ustępowała babcia.
- To protestanci – odpowiedział ksiądz. – No wiesz, jak rzymscy katolicy”.

.

.

wtorek, maj 20, 2008

Heros zdekonstruowany

.

Jedną z personifikacji czasów nowożytnych jest młody i arogancki intelektualista pouczający „starych” i walczący ze „starym”. Taki typ człowieka zaistniał na dobre w dobie Oświecenia, nabrał rozmachu w Wieku Pary i Elektryczności i zdominował życie intelektualne ubiegłego stulecia. Dziś jest mu nieco trudniej, bo prawie nie ma już „starych” ludzi i porządków, których ktoś już nie skrytykował, poza tym zainteresowanie szerokiej publiki sprawami w jakikolwiek związanymi z działalnością intelektualną jest dziś znacznie mniejsze niż kilkadziesiąt lat temu. Jednak i dziś można się nieźle utrzymać z konformistycznego nonkonformizmu, który hrabia Tołstoj w młodzieńczym, naiwnym zapale ochrzcił niegdyś mianem „zrywania wszystkich i wszelkich masek”.

Interesują mnie różne typy ludzkie i zawsze staram się odnaleźć ich prawzory w odległej przeszłości. Szlak wytycza Guareschi, który w jednym z opowiadań o don Camillo opisuje odkrycie starych dokumentów, z których wynikło, że przodkowie komunistycznego wójta Peppone z jego wsi kilka wieków wcześniej byli pospolitymi zbójami.

Od dziecka byłem zafascynowany Średniowieczem a wyświetlany na początku lat osiemdziesiątych francuski serial zatytułowany „Heloiza i Abelard” był jednym z pierwszych filmów, który zapoznał mnie z „herosami” tamtej epoki, na długie lata wypierając z pola zainteresowań bohaterów antycznych. Tajemnicze brzmienie starych imion budziło we mnie marzenia o życiu większym, piękniejszym i ciekawszym niż to, które wtedy prowadziłem, skupionym wokół niezbyt lubianej szkoły, podwórka i kółka szachowego.

Ostatnio, przeglądając książki wielkiej Regine Pernoud zastanowiłem się ponownie nad postacią Abelarda. Dzieje Heloizy i Abelarda, średniowiecznych kochanków w habitach zostały w ciągu wieków podlane romantycznym sosem (urodę Heloizy opiewa m.in. Powieść o róży) a ich bohaterowie zyskali status niemal Tristana i Izoldy. Nawet Pernoud, wierna swojemu chrześcijańskiemu feminizmowi, w pewnych momentach biografii tej pary zezwala swemu zwykle zdyscyplinowanemu pióru na romantyczne porywy.

Dziś, po latach, Abelard jawi mi się przede wszystkim jako pierwszy młody gniewny intelektualista w dziejach Europy. Niewątpliwie bardzo zdolny (czego nie da się powiedzieć o wielu późniejszych mikro-abelardzikach), skrajnie arogancki, bez skrupułów pogrążający starszych nauczycieli (przypadek Wilhelma z Champeaux) za pomocą ostrej jak skalpel retoryki. Skłócony z mnichami opactwa w Saint Denis z powodu naśmiewania się z hagiograficznych przekazów o świętym Dionizym. Nawet fakt, że wraz z Heloizą postanowił nadać swojemu dziecku imię nawiązujące do popularnego przyrządu astronomicznego wpisuje się jakoś w obraz młodego gniewnego intelektualisty, poświęcającego się walce o postęp.

Oczywiście trzeba być sprawiedliwym: Abelard był w swojej epoce wyjątkiem a gdyby dowiedział się, o co i w jaki sposób „walczą” dziś młodzi gniewni, włos zjeżyłby mu się na głowie. We mnie jednak coś pękło i dziś postać tego niezwykłego człowieka budzi we mnie raczej współczucie niż fascynację.


.

środa, kwiecień 30, 2008

Głos z urlopu

.




.

W ostatnim czasie na tym blogu zaczęły pojawiać się obraźliwe komentarze w stylu onetowskim (co prawda w starych wpisach, ale fakt pozostaje faktem). Dlatego zdecydowałem się na wprowadzenie moderacji komentarzy. Mam nadzieję, że bywalcy Studionu nie będą mi tego mieli za złe.

Reaktywację Studionu przewiduję po 15 maja. Wpisy nie będą może zbyt częste, ale za to – mam nadzieję – ciekawe. Będzie trochę więcej o Grecji, kraju, który jest mi szczególnie bliski. W blogowej poczekalni leżakują takie tematy, jak:

- czy prawo naturalne jest naturalne?

- o wampirach i zombies z Krety

- Alexandros Papadiamandis – święty literatury nowogreckiej

- Nietzschego sobie albo kilka słów o intrygującym dziele Fryderyka N. – nawiązanie do pewnej dawnej dyskusji na Forum Frondy

- Postmodernistyczna postpolityka

- Z greckiej poezji morskiej

- Pan Pokoju



Pozdrawiam wszystkich i powracam do urlopowania, w czasie którego uprawiam m.in. tak pożyteczne sporty jak tauromachia, co widać na załączonym obrazku.



.

poniedziałek, kwiecień 07, 2008

Przerwa

.



.


Ogłaszam na Studionie przerwę. Mam rozpoczęte cztery duże wpisy ale żadnego nie chce mi się ukończyć - to znak, że trzeba na jakiś czas dać sobie spokój z blogowaniem. Kolejne notki z pewnością się pojawią, ale nie obiecuję, kiedy. Najwcześniej w maju.


Pozdrawiam serdecznie i dziekuję wszystkim, którzy czytali i komentowali wpisy pojawiające się na tym blogu.



.

wtorek, marzec 25, 2008

Yeats jako platonifikator

.

Czytam właśnie bardzo ciekawą książkę Nassima Taleba, niegdyś wybitnego tradera finansowych produktów pochodnych (zawodowo tez się o instrumenty pochodne ocieram, ostatnio nawet często) a obecnie głównie filozofa - epistemologa zajmującego się wpływem losowości i niepewności na życie jednostek i społeczeństw.

Taleb posługuje się terminem „platonifikacja”, nazywając tak nadmierną skłonność wielu ludzi do ujmowania świata w sztywne ramy pozornie wyjaśniających wszystko definicji i form. Taleb nie podważa potrzeby tworzenia kategorii, która wydaje się cechą immanentną ludzkiego umysłu, lecz krytykuje pokładanie nadmiernej wiary w moc kategoryzacji i opartych na niej zasad wnioskowania i postępowania. Formy, powiada Taleb, są potrzebne ale winniśmy pamiętać, że przynajmniej po tej stronie rzeczywistości, treść lubi się przelewać poza ich brzegi, choć niby formy większe są od treści.

Wydaje mi się, że „platonifikacja” może przybierać różne postacie. W sztuce bywa rodzajem artystycznego credo niektórych twórców. Weźmy choćby takiego Yeatsa. Przez jego poezję przewija się niczym złota nić fascynacja doskonałością formy i artystycznej kreacji, które górują nad zniszczalnością, przemijaniem i brzydotą rzeczy naturalnych. Widać tę niechęć we wczesnych wierszach:

Wszystkie rzeczy brzydkie, zepsute, stare i zniszczone,
Płacz dziecka obok drogi, wóz, który skrzypi i zgrzyta,
Ciężkie kroki oracza, co w błocie wiosennym tonie,
Krzywdzą twój obraz, który mi różą w sercu zakwita.

Ta krzywda rzeczy niekształtnych nie da się w słowa ująć,
Pragnę je stworzyć od nowa i siąść na zielonym wzgórzu,
Nad ziemią, niebem i wodą -- nowymi jak złota szkatuła
Na obraz twój z moich snów, który mi w sercu zakwita różą.

(Zakochany Mówi o Róży w Swoim Sercu)

W wierszach nieco późniejszych, szczególnie w zabawnych i nieco makabrycznych „Lalkach”:

W domu lalkarza lalka
Na kołyskę patrzy i sarka:
,,Toż to dla nas jawna zniewaga".
Lecz ta z lalek najbardziej pożyła,
Co tryumfy na estradach święciła,
Głosu podnieść się wcale nie wzdraga:
,,To miejsce złym nie jest, i basta,
Lecz to hańba, że ów mąż i niewiasta
Tutaj właśnie, na naszą sromotę,
Tę krzykliwą przywiedli istotę".
Gdy jej mąż się przeciągnął ospale,
Jego żona natychmiast się zlękła,
że usłyszał stłumione te żale,
I przy jego fotelu przyklękła.
Głowę wsparła na jego ramieniu
I do ucha szepnęła mu czule:
,,Och, mój drogi, najdroższy, kochany,
Przecież nic nie słyszałeś w ogóle".

(Lalki)


Najmocniej dochodzi do głosu w późnej, najdojrzalszej poezji Yeatsa, naznaczonej piętnem starości i choroby poety. Skoro nędzną rzeczą jest człowiek na starość, nie więcej niż łachmanem wiszącym na kiju to niewątpliwie lepiej stać się zabawką ze złota wykutą, która potrafi wyszydzać ptaki i płatki, całą tę gmatwaninę żywej krwi i błota. Świat idealnych, kunsztownych, niezniszczalnych, czasem hieratycznych rzeczy ze złota, jest wymarzonym rajem Yeatsa:

A kiedy za natury krainą już będę,
Nigdy formy z natury wziętej nie przybiorę,
Jak u greckich złotników, tak formę wyprzędę
Wplatających w emalię liść i złotą korę,

(Odjazd do Bizancjum)


Nie zgadzam się z Yeatsem i myślę, że złoty blask jest tylko odbiciem prawdziwego Blasku, które tak umiłowało prawdziwe, nie Yeatsowskie, Bizancjum w swojej sztuce i teologii. A jednak uwielbiam jego wiersze, właśnie z powodów formalnych. Facet, który tak pisał:

Mkną wierzchem na delfinach, na krwi, błocie żywym,
Nieprzeliczone duchy! Wstrzymują przypływy
Kuźnie, gdzie złoto kują złotnicy Cesarza!
Marmur posadzek tamę stwarza,
Która wstrzymuje furię, zgmatwanie i grozę,
Te wizje, z których nowe
Rodzi się wizji mrowie,
To delfinem rozdarte, gongiem bite morze.

(Bizancjum)

wielki jest i basta!

PS

Do Platona, jako filozofa, nic nie mam, wprost przeciwnie. Być może jestem nawet chrześcijańskim platonikiem, choć głowy bym nie dał, bo określenia tego typu na milę pachną… „platonifikacją”.

.

Ευαγγελισμός

.


.
Dziś zbawienia naszego początek i przedwiecznej tajemnicy objawienie:
Syn Boży staje się synem Panny i Gabriel dobrą wieść o łasce głosi.
Tak więc i my z nim Matce Bożej zawołajmy: zdrowaś, łaski pełna, Pan z Tobą.
.

środa, marzec 19, 2008

Wolność słowa

.


Ludzie domagają się wolności słowa jako rekompensaty za wolność myślenia, której rzadko używają.

Kierkegaard




.

wtorek, marzec 18, 2008

Wiecznaja pamiat

W niedzielę odszedł do Pana metropolita Ławr (Laurus), zwierzchnik Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Poza Granicami Rosji zwanego popularnie Cerkwią Zarubieżną. Był jednym z architektów pojednania z Patriarchatem Moskiewskim i duszpasterzem, który działając aktywnie w tym świecie był duchem nie z tego świata.

Urodzony w Ladimirovie na Słowacji w rodzinie łemkowskiej (lub, jak częściej mawia się w Ameryce, karpato-rusińskiej) od 11 roku życia przebywał w stanie mniszym. Więcej o życiu metropolity można przeczytać tutaj.

U Boga nie ma przypadków i dlatego sądzę, że nie przypadkiem Bóg powołał do Siebie władykę Ławra w niedzielę Triumfu Ortodoksji a czterdziesty dzień po jego śmierci wypadnie w Wielki Czwartek, dzień w którym wspominamy ustanowienie misterium Eucharystii i uniżenie Pana obmywającego nogi swoim uczniom.

Wiecznaja pamiat!

.