.
Czytam właśnie bardzo ciekawą
książkę Nassima Taleba, niegdyś wybitnego tradera
finansowych produktów pochodnych (zawodowo tez się o instrumenty pochodne ocieram, ostatnio nawet często) a obecnie głównie filozofa - epistemologa zajmującego się wpływem losowości i niepewności na życie jednostek i społeczeństw.
Taleb posługuje się terminem „platonifikacja”, nazywając tak nadmierną skłonność wielu ludzi do ujmowania świata w sztywne ramy pozornie wyjaśniających wszystko definicji i form. Taleb nie podważa potrzeby tworzenia kategorii, która wydaje się cechą immanentną ludzkiego umysłu, lecz krytykuje pokładanie nadmiernej wiary w moc kategoryzacji i opartych na niej zasad wnioskowania i postępowania. Formy, powiada Taleb, są potrzebne ale winniśmy pamiętać, że przynajmniej po tej stronie rzeczywistości, treść lubi się przelewać poza ich brzegi, choć niby formy większe są od treści.
Wydaje mi się, że „platonifikacja” może przybierać różne postacie. W sztuce bywa rodzajem artystycznego credo niektórych twórców. Weźmy choćby takiego Yeatsa. Przez jego poezję przewija się niczym złota nić fascynacja doskonałością formy i artystycznej kreacji, które górują nad zniszczalnością, przemijaniem i brzydotą rzeczy naturalnych. Widać tę niechęć we wczesnych wierszach:
Wszystkie rzeczy brzydkie, zepsute, stare i zniszczone,
Płacz dziecka obok drogi, wóz, który skrzypi i zgrzyta,
Ciężkie kroki oracza, co w błocie wiosennym tonie,
Krzywdzą twój obraz, który mi różą w sercu zakwita.
Ta krzywda rzeczy niekształtnych nie da się w słowa ująć,
Pragnę je stworzyć od nowa i siąść na zielonym wzgórzu,
Nad ziemią, niebem i wodą -- nowymi jak złota szkatuła
Na obraz twój z moich snów, który mi w sercu zakwita różą.
(Zakochany Mówi o Róży w Swoim Sercu)
W wierszach nieco późniejszych, szczególnie w zabawnych i nieco makabrycznych „Lalkach”:
W domu lalkarza lalka
Na kołyskę patrzy i sarka:
,,Toż to dla nas jawna zniewaga".
Lecz ta z lalek najbardziej pożyła,
Co tryumfy na estradach święciła,
Głosu podnieść się wcale nie wzdraga:
,,To miejsce złym nie jest, i basta,
Lecz to hańba, że ów mąż i niewiasta
Tutaj właśnie, na naszą sromotę,
Tę krzykliwą przywiedli istotę".
Gdy jej mąż się przeciągnął ospale,
Jego żona natychmiast się zlękła,
że usłyszał stłumione te żale,
I przy jego fotelu przyklękła.
Głowę wsparła na jego ramieniu
I do ucha szepnęła mu czule:
,,Och, mój drogi, najdroższy, kochany,
Przecież nic nie słyszałeś w ogóle".
(Lalki)
Najmocniej dochodzi do głosu w późnej, najdojrzalszej poezji Yeatsa, naznaczonej piętnem starości i choroby poety. Skoro
nędzną rzeczą jest człowiek na starość, nie więcej niż łachmanem wiszącym na kiju to niewątpliwie lepiej stać się
zabawką ze złota wykutą, która
potrafi wyszydzać ptaki i płatki, całą tę gmatwaninę żywej krwi i błota. Świat idealnych, kunsztownych, niezniszczalnych, czasem hieratycznych rzeczy ze złota, jest wymarzonym rajem Yeatsa:
A kiedy za natury krainą już będę,
Nigdy formy z natury wziętej nie przybiorę,
Jak u greckich złotników, tak formę wyprzędę
Wplatających w emalię liść i złotą korę,
(Odjazd do Bizancjum)
Nie zgadzam się z Yeatsem i myślę, że złoty blask jest tylko odbiciem prawdziwego Blasku, które tak umiłowało prawdziwe, nie Yeatsowskie, Bizancjum w swojej sztuce i teologii. A jednak uwielbiam jego wiersze, właśnie z powodów formalnych. Facet, który tak pisał:
Mkną wierzchem na delfinach, na krwi, błocie żywym,
Nieprzeliczone duchy! Wstrzymują przypływy
Kuźnie, gdzie złoto kują złotnicy Cesarza!
Marmur posadzek tamę stwarza,
Która wstrzymuje furię, zgmatwanie i grozę,
Te wizje, z których nowe
Rodzi się wizji mrowie,
To delfinem rozdarte, gongiem bite morze.
(Bizancjum)
wielki jest i basta!
PS
Do Platona, jako filozofa, nic nie mam, wprost przeciwnie. Być może jestem nawet chrześcijańskim platonikiem, choć głowy bym nie dał, bo określenia tego typu na milę pachną… „platonifikacją”.
.