Zmiana adresu
.
Zapraszam:
http://theoros.wordpress.com
.
Drodzy i szanowni!
Jak mawiali starożytni Słowacy: shit happens. Z przykrością oznajmiam, że wyczekiwane przez Loyolnego „mnięso” e-diabli wzięli: plik z mozolnie skrobanymi tezami i słusznymi poglądami wcięło mi ostatecznie :-(
Nie będzie więc na razie „Notatnika synkretyka” ani innych wpisów, bo czasem nawet media elektroniczne dają nam sygnał, że trzeba zastopować.
Wszystkim a szczególnie grupie Jedenastu życzę udanych wakacji.
S.

Dorzucił
Studyta
o
11:17
Etykiety: Cywilizacja, Itineraria, Jemy i pijemy, Luksemburg
.
Wczoraj, w przerwie między porannym profanum (odwiezienie dzieci na urodziny koleżanki, poremontowe zakupy oświetlenia) i wieczornym sacrum (nabożeństwo wigilii Zesłania Ducha Świętego) udało mi się wygospodarować okno czasowe i odwiedzić Etnomuzeum, gdzie w ramach trzymiesięcznego cyklu wystaw i imprez poświęconych demonologii ludowej odbywały się prelekcje pisarzy-fantastów, poświęcone rasie krwiopijców i ich miejscu w literaturze.
Z grona prelegentów zdecydowałem się na Łukasza Orbitowskiego, gdyż pisarstwo Witolda Jabłońskiego zupełnie mi nie leży, Forysia i Bochińskiego nie czytałem, zaś prozę autora „Tracę ciepło” śledzę od dłuższego czasu z dużą sympatią i podniesionymi kciukami. Ale był też inny, pewnie ważniejszy od moich literackich preferencji, powód, mianowicie temat prelekcji: „Nowe wątki wampiryczne. Od Anny Rice do Stephanie Meyer”. Zastanawiałem się bowiem od dawna co sprawiło, że w popkulturowej wyobraźni wampir utracił status demona-potwora-wyrzutka (nieraz, przyznajmy to, fascynującego i intrygującego swoją odmiennością) stając się po prostu przedstawicielem jednego z obcych gatunków o odmiennej fizjologii, jakich pełno w Gwiezdnych Wojnach” czy „Star Treku”.
W prelekcji Orbitowskiego nie znalazłem może odpowiedzi jak doszło do tej redukcji, ale jego występ był na tyle interesujący, że warto streścić kilka jego wątków na blogu:
1/ Orbitowski przedstawił ewolucję wampirycznego bohatera od posępnego siedmiogrodzkiego potwora z powieści Stokera do jego podrasowanej w latach siedemdziesiątych, amerykańskiej wersji z powieści „Miasteczko Salem” Stephena Kinga. O ile Drakula Stokera mógł żyć w Londynie wraz ze swoimi strzygami niezauważony a jego działalność, ograniczona do wąskiego kręgu osób, nie wpływała właściwie na życie miasta, o tyle pan Barlow z książki Kinga to prawdziwy amerykański rzeźnik, działający na masową skalę i niszczący w krótkim czasie spokojne życie miasta Salem. Jako że u Kinga każdy ukąszony skazany jest na zostanie wampirem, tworzy on podwaliny pod późniejsza innowację, jaką jest wampirza społeczność. W „Miasteczku Salem” jednak jeszcze jej nie ma – ofiary Barlowa są bowiem ściśle od niego zależne, to wampiry drugiej kategorii, służące swemu panu.
2/ Drugiego i większego przełomu dokonuje Anne Rice swoim klasycznym już dziś (w pewnych kręgach) cyklem „Kroniki wampirów”. Rice jako pierwsza zerwała ze schematem przedstawiania wampira z perspektywy zewnętrznego obserwatora. Nie tylko zadała sobie pytanie, co wampir porabia w wolnych od konsumpcji krwi chwilach, ale też odpowiedziała na nie, przedstawiając po raz pierwszy życie wampirów jako starożytnej, zakonspirowanej przed światem ludzi społeczności powiązanej skomplikowanym splotem zależności i układów.
Rice, zdaniem Orbitowskiego, zdejmuje klątwę ciążącą nad postacią wampira w literaturze. To już nie potwór-samotnik, ale żyjąca na swój sposób społecznie istota, cywilizowana i wyrafinowana, choć nieskończenie groźna i obca. Wszystkie filmy o wampirach typu Blade, Buffy czy Underworld opierają się na tej redefinicji wampira dokonanej przez pisarkę z Nowego Orleanu. Ale ta redefinicja, udana w przypadku Rice, dysponującej nietuzinkową wyobraźnią i dobrym zapleczem literackim, otworzyła drogę do stopniowej degradacji demonicznego wizerunku krwiopijcy, kiedy trafił on na warsztat wyrobników znacznie słabszych literacko od amerykańskiej autorki.
3/ Ukoronowaniem tego prądu jest megapopularny na świecie cykl Stephenie Meyer „Zmierzch”, rzecz podobno wyjątkowo fatalna literacko. Wampiry, które spotyka tam bohaterka, są świętsze od jezuitów, zajęte głównie ochroną rasy ludzkiej, cudownych zdolności mają znacznie więcej niż wampiry „tradycyjne” a ciężar i niedogodność ich egzystencji są tak znikome, że właściwie nieobecne. To po prostu nowa postać superbohaterów z komiksów lat trzydziestych, skrajnie odległa od wampirów klasycznych i właściwie tylko z nazwy wampirami będąca. Meyer dokonuje też kolejnej, zbrodniczej zdaniem Orbitowskiego, operacji na literackim wizerunku wampira, dokonując jego deseksualizacji – w jego opinii wiązane jest to z faktem, że Meyer jest mormonką, ale przecież mormonem jest również znakomity Orson Scott Card, w którego prozie jakoś brak takich zabiegów. Istotnie postać wampira i szczególnie jego ukąszenie od zawsze niosły w sobie ogromny podtekst seksualny, którego ze świecą szukać w produktach pani Meyer.
Orbitowski tawia tezę – ryzykowną, ale fajną – że wampir w literaturze bywa rewersem panującej w danej epoce oficjalnej moralności. W zewnętrznie purytańskich czasach wiktoriańskich wampir był nosicielem seksualnej swobody, wręcz anarchii; dziś – w czasach postrewolucyjnych (mówimy oczywiście o rewolucji seksualnej), kiedy współżycie nastolatków staje się, czy nam się to podoba czy nie, w coraz większym stopniu normą, czysty, wręcz niechętny wobec zbliżeń płciowych wampirzy bohater „Zmierzchu” staje na biegunie przeciwnym nowej seksualnej ortodoksji a jego dzieje sprzedają się w milionach egzemplarzy od San Francisco po Władywostok.
Co będzie dalej z wampirami? Czy możliwe jest jeszcze w literaturze twórcze nawiązanie do wampira klasycznego? Może szkic takiego dzieła leży gdzieś w szufladzie Łukasza Orbitowskiego? Co sądzi o tym Jedenaścioro Czytelników?
Zabrakło mi w prelekcji krakowskiego pisarza nawiązania do wampirycznych wątków w innych mediach, szczególnie w filmie („Zagadka nieśmiertelności” i „Nosferatu wampir”!). Nie znalazłem w niej wyczerpującej odpowiedzi na pytanie o przyczyny wampirzej metamorfozy, ale zaproponowana przez niego chronologia tej przemiany dużo mi wyjaśniła. Kilkadziesiąt minut spędzonych w Muzeum Etnograficznym nie minęło na próżno.
.
Dorzucił
Studyta
o
17:50
Etykiety: Gabinet osobliwości, Kryptozoologia, Kultura

Dorzucił
Studyta
o
10:50
Etykiety: Cywilizacja

.
.
.
ΧΡΙΣΤΟΣ ΑΝΕΣΤΗ!
CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ!

.



O jakże wielka to radość,
jakże obfita słodycz,
którą przyniosłeś będącym w otchłani,
jak światłość jaśniejącą w jej mrocznych głębinach.
Chcąc zbawić Adama,
zstąpiłeś na ziemię, o Panie.
A nie znalazłszy go na ziemi,
szukając go zstąpiłeś aż do otchłani.
(z „pieśni pochwalnych” jutrzni Wielkiej Soboty)