środa, listopad 28, 2007

Wcielenie (1) - Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone

.

Jeśli istnieje jakiś wspólny mianownik najwcześniejszych herezji chrześcijańskich czyli różnych postaci gnozy, to jest nim odrzucenie faktu Wcielenia. Późniejsze herezje chrystologiczne, takie jak arianizm, stanowią w pewnym sensie pogłębioną filozoficznie „reaktywację” pierwotnej gnozy. Z tego względu niemal cały wysiłek apologetyczny Kościoła pierwszych wieków skupiał się na przezwyciężeniu wpływów hellenizmu w myśleniu o Bogu Wcielonym. Także w dzisiejszych czasach nietrudno zetknąć się z myśleniem gnostyckim a Wcielenie pozostaje dla umysłu ludzkiego jednym z największych paradoksów. Dlatego w czasie postu przed Bożym Narodzeniem warto sobie odświeżyć kilka prawd związanych z tą wielką tajemnica wiary.
.
Nieraz spotkać się można z poglądem, że Chrystus wcielił się niejako z przymusu, że przyczyną Wcielenia był grzech Adama i Ewy. Z takiego zdania wynika, że istniał kiedyś czas, kiedy istoty ludzkie nie potrzebowały Zbawiciela i że wola istot ludzkich może w jakimś stopniu determinować działania Boga. Tradycja patrystyczna i późniejsza (np. Tomasz z Akwinu i Duns Szkot na Zachodzie) patrzy na sprawę Wcielenia zupełnie inaczej. Chrystus przyjął ludzką naturę nie „z powodu naszego nieposłuszeństwa” lecz „dla nas i dla naszego zbawienia”. Zdaniem Ojców przyjęcie stworzonej natury przez niestworzone Słowo Boże nie wynikało ani z biegu ludzkiej historii ani z żadnej innej konieczności. Były one tylko historycznym kontekstem, w którym wydarzyło się to, co i tak miało się wydarzyć. Słowo stało się ciałem nie dlatego, że „zmusił” je do tego diabeł czy ludzkie nieposłuszeństwo, lecz dlatego, że taki był przedwieczny Boży plan, który nie uległ zmianie mimo działań upadłego Anioł Światłości, przez które na świat weszły śmierć i grzech.
.
W 13 rozdziale Apokalipsy znajduje się niezwykły fragment:
.
Dano jej też walczyć z świętymi i zwyciężać ich. I dana jej moc nad wszelkim pokoleniem i językiem, i narodem. I będą się jej kłaniać wszyscy mieszkający na ziemi, których imiona nie są napisane w księgach żywota Baranka zabitego od założenia świata. (Ap 13,7-8)
.
Są to słowa niezwykle ważne dla zrozumienia, że Wcielenie ma charakter przedwiecznego zamysłu. Śmierć Chrystusa ma tu znaczenie kosmiczne (w greckim oryginale użyte jest słowo „kosmos”). Baranek jest już zabity, mimo, że historia, w sensie linearnego upływu czasu, jeszcze się nie rozpoczęła. Dlatego św. Maksym Wyznawca mógł napisać, że „Wcielenie jest przyczyną wszystkiego” a św. Ireneusz z Lyonu twierdzić, że „Skoro istniał ten, który zbawia, musieli pojawić się zbawieni”.
.
Podobnie słowa znajdujemy u św. Pawła w Liście do Kolosan:
.
On jest obrazem Boga niewidzialnego - Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała - Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. (Kol 15-18)
.
Wszystko powstało przez Niego i dla Niego, który istnieje przed wszystkim i wszystko, co istnieje, obdarza życiem. Przeznaczeniem ludzi a za ich pośrednictwem całego stworzenia jest theosis, przebóstwienie, które możliwe jest tylko dlatego, że w osobie wcielonego Słowa natura stworzona łączy się z naturą Boską „bez zmieszania, bez zmiany, bez rozdzielania i rozłączania”.

.
----------------------------------------

Zdjęcie na początku wpisu przedstawia ruiny średniowiecznego angielskiego sanktuarium w Walsingham w hrabstwie Norfolk. Z oryginalnych budowli zostało tyle, ile widać, resztę zrównano z ziemią podczas angielskiej Reformacji. Zbudowane ku czci Zwiastowania Matki Bożej, było Walsingham największym miejscem kultu Wcielenia Słowa Bożego w dawnej Anglii a może nawet w całej zachodniej Europie. Dziś, podobnie jak do Durham, Lindisfarne i Iony, pielgrzymują tam prócz katolików także brytyjscy prawosławni.


.

piątek, listopad 23, 2007

Ekumeniczniej

.

Zdarzało mi się już pisać na Studionie o niełatwej sytuacji wielu wspólnot unickich. Kryzys liturgiczny wśród grekokatolików jest szczególnie dotkliwy w Stanach i Kanadzie, są jednak jeszcze i tam parafie, które kultywują autentyczną tradycję wschodniej liturgii. Jedną z nich jest parafia św. Eliasza w Brampton, Ontario. Poniżej fragment Wielkiej Komplety sprawowanej w nocy w wigilię Bożego Narodzenia.
.



.

wtorek, listopad 20, 2007

Grima przemówił w Rawennie czyli dużo hałasu o nic

.



.


Opublikowany kilka dni temu dokument będący owocem pracy prawosławno-katolickiej Międzynarodowej Komisji Teologicznej wywołał w ostatnich dnia sporo zamieszania. W Polsce było ono stosunkowo małe, taka już nasza lokalna specyfika, że istotne problemy teologiczne funkcjonują poza głównym nurtem zarówno polskiego katolicyzmu jak i prawosławia a za wybitnych teologów robią u nas całkiem przeciętny w skali światowej apologeta o. Jacek Salij i lubelski mikro-herezjarcha o. Wacław Hryniewicz.

Przejdźmy jednak do rzeczy. Dokument z Rawenny z pewnością warto przeczytać, uważam jednak, że wbrew efektownemu opakowaniu retorycznemu, jest on wzorcowym przykładem skostnienia współczesnego dialogu ekumenicznego i trapiących go bolączek. Czytając pewne fragmenty raweńskiego dokumentu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jego współredaktorem był pewien doradca króla Theodena z Rohanu, zwany Grimą lub Gadzim Językiem.

Na początku jednak trzeba poczynić pewne uściślenie. Prawosławni nie negują specyficznego miejsca katedry rzymskiej w czasach przed schizmą. Biskup Rzymu w I tysiącleciu nie był wtedy ani „wyłącznie honorowym” primus inter pares ani kimś, kim jest obecnie czyli „superbiskupem” skupiającym pełnię władzy doktrynalnej i administracyjnej. To prawda, że biskup Rzymu, dawnej stolicy Imperium i miejsca śmierci św. św. Piotra i Pawła (a więc apostoła Żydów i apostoła pogan) uznawany był za strażnika ortodoksji o specjalnym charyzmacie. Można tu podać dość wczesny, bo z III wieku, przykład działań aleksandryjskiego patriarchy Aleksandra, który rozwiązał sprawę herezji głoszonych przez Orygenesa osobiście, jednak wysłał do biskupa Rzymu list powiadamiający go o niebezpiecznych doktrynach głoszonych przez wielkiego egzegetę. Św. Cyprian z Kartaginy pisał, że każdy biskup uczestniczy jako stróż prawdziwej wiary w charyzmacie św. Piotra. Póki Rzym trwał w ortodoksji, póty jedność z nim uznawana była za widzialny znak jedności Kościoła, choć nie był to znak jedyny i najważniejszy. Dodatkowo dla pozostałych patriarchatów było jasne, że ów charyzmat przynależy katedrze a nie zasiadającemu na niej biskupowi. Przykład papieża Honoriusza, wyklętego imiennie przez VI Sobór Powszechny za głoszenie herezji monoteletyzmu, jest tego potwierdzeniem.

Najwyższym autorytetem w dziedzinie doktryny papież wówczas nie był. Tę rolę pełniły sobory powszechne, z których cześć zwołano bez wiedzy albo nawet wbrew woli papieży. Nie miejsce tutaj na przywoływanie anty- i propapieskich precedensów z zamierzchłych wieków. Obydwie zainteresowane strony znajdą w przeszłości argumenty na potwierdzenie słuszności swojej eklezjologii. Gdyby było inaczej, nie byłoby przecież sporu. Naprawdę istotny jest jednak fakt, że kształt Kościoła w I tysiącleciu nie może być dla nas dziś modelem jedności z prostego powodu, iż ówczesny świat chrześcijański z jego cesarstwem, pentarchią patriarchatów z Rzymem na czele i związaną z nią hierarchią prymatów (zob. paragrafy 43 i 44 dokumentu) nijak ma się do warunków dzisiejszych. Innymi słowy prymat czy też jego forma, jest problemem teologicznym, nie historyczno-jurysdykcyjnym a wszelkie historyczne rozwiązania mogą mieć dla rozwiązania tego problemu charakter wyłącznie pomocniczy.

Wracam teraz do treści dokumentu z Rawenny. Dlaczego sadzę, że czai się w nim retoryka Grimy? Mówiąc najprościej z tego powodu, że pewne jego fragmenty zawierają stwierdzenia ewidentnie fałszywe, jednak przedstawione za pomocą akrobatyki słownej w sposób nadający im pozór prawdziwości. Anglojęzycznych czytelników zachęcam do przeczytania paragrafu 39, który stwierdza, że od czasów Wielkiej Schizmy nie dało się już zwoływać autentycznych Soborów Powszechnych „w ścisłym znaczeniu tego terminu”, choć pewne z późniejszych soborów zostały za takie uznane na Zachodzie.

Jak rozumieć taką deklarację? Dla tradycyjnego katolika jest to wywieszenie przez Rzym białej flagi wobec żądań schizmatyków. Dla koncyliacyjnie nastawionego katolickiego „posoborowego liberała” wyciagnięcie ręki do „braci odłączonych”. Z punktu widzenia prawosławia zdanie to jest po prostu fałszywe, gdyż – mimo faktu, że żaden z późniejszych soborów nie uzyskał na Wschodzie miana powszechnego – Kościół posiada liczne definicje dogmatyczne przyjęte przez sobory chronologicznie późniejsze (Konstantynopol 879 i trzy sobory palamickie w połowie XIV wieku). Definicje te mają odzwierciedlenie w podstawowym dokumencie dogmatycznym, tzw. Synodikonie Ortodoksji oraz tekstach liturgicznych, co dowodzi, że Kościół po schizmie nadal dogmatyzował w sposób soborowy powszechne prawdy wiary a więc łączność z Rzymem nie jest warunkiem sine qua non takiej dogmatyzacji.

Bliższe spojrzenie na paragraf 39 pokaże zarazem, że także z punktu widzenia teologii katolickiej nie jest on niczym więcej jak grzecznościową mową-trawą. Czy ktokolwiek ze świadomych swojej wiary rzymskich katolików naprawdę wierzy, że Sobór Trydencki albo, dajmy na to, Vaticanum I są jedynie generalnymi synodami Kościoła rzymskiego pozbawionymi waloru powszechności „w ścisłym znaczeniu tego terminu”? Czy naprawdę takie jest zdanie papieża Benedykta XVI, kardynała Kaspera albo obecnego prefekta Kongregacji Doktryny Wiary abp Williama Levady? Czy są ono gotowi uznać definicje dogmatyczne tych soborów za teologumeny? Jestem przekonany, że tak nie jest. Zatem to, co zapisano w rzeczonym paragrafie kłóci się zarówno z rzymsko-katolicką jak i prawosławną eklezjologią. Mowa-trawa miewa swoje zastosowania w codziennym życiu, jednak tam, gdzie zbierają się wyznawcy Chrystusa aby poszukiwać prawdy, lepiej nie sięgać po ten środek wyrazu.

Negator, jeden z najbardziej cenionych przeze mnie dyskutantów na Forum Frondy napisał niedawno o Rawennie:

„Chyba daje się pomyśleć sobór powszechny z udziałem biskupów prawosławnych, podczas którego wszystkie dogmaty Kościoła zostaną uroczyście potwierdzone, BEZ ZMIANY ICH WŁAŚCIWEGO ZNACZENIA, ale w szacie słownej, która będzie do zaakceptowania przez Kościoły prawosławne i która uniemożliwi ich interpretację niezgodną z Tradycją (z dużym naciskiem położonym na słowo "Tradycja" - w rozumieniu św. Wincentego z Lerynu)”.

Co wynika z powyższego zdania? Albo autor jest zdania, że dzielące nas różnice mają charakter semantyczny nie ontologiczny, czemu jednak zaprzecza teologia jego własnego Kościoła, albo też uważa, że w pewnych sytuacjach prawdę można zawoalować za pomocą „szaty słownej” (czyt. zasłony dymnej). Nie zamierzam wytykać koledze z forum niekonsekwencji w poglądach i być może błędnie odczytuje jego intencje. Jego wypowiedź przytoczyłem tylko po to, by wskazać, jak trudnym zadaniem jest sensowna dyskusja o zjednoczeniu podzielonych chrześcijan.



Na marginesie Rawenny mam jeszcze kilka uwag. Pierwsza z nich dotyczy incydentu z delegacją rosyjskich teologów. Jak zwykle największe cięgi za antyekumenizm zebrał patriarchat moskiewski. W Polsce w sumie nie powinno to dziwić, warto jednak zwrócić uwagę na dwie kwestie:

1/ W łonie prawosławia istnieje prestiżowy spór między patriarchatem ekumenicznym a patriarchatem moskiewskim. Jest to zrozumiałe o tyle, że PM to około 70% wiernych Kościoła podczas gdy upokorzony przez rząd turecki Konstantynopol utrzymuje się na powierzchni właściwie tylko dzięki swojej licznej i bogatej Archidiecezji Amerykańskiej oraz greckiej diasporze w Europie Zachodniej i Australii. Konstantynopol nawiązuje do Prymatu-Takiego-Jaki-Był-W-I-Tysiącleciu™ (napomykając przy okazji, że po schizmie łacińskiej znaczna część prerogatyw Starego Rzymu przynależy obecnie jemu) głównie po to, aby zyskać argumenty za wzmocnieniem swojej obecnej pozycji w łonie Kościoła. Nie uważam, że opuszczenie Sali obrad przez delegację PM było krokiem rozsądnym. Rosjanie ewidentnie dali się podpuścić Grekom (jak mówi stare rosyjskie przysłowie: gdie Griek proszoł, Jewreju dełałt’ nieczego), warto jednak brać pod uwagę opisany przeze mnie powyżej kontekst, który rzuca nieco inne światło na wydarzenia w Rawennie.

2/ Zabawne, że na spotkanie w Rawennie najliczniej stawili się delegaci tych autokefalii, które tradycyjnie zajmują najostrzejszą pozycję wobec rzymskiego katolicyzmu. Odłóżmy na chwilę na bok retorykę i spójrzmy na praktykę: nieobecni w Rawennie Rosjanie przyjmują łacinników do Kościoła poprzez wyznanie wiary i Eucharystię lub w pewnych przypadkach przez bierzmowanie, podczas gdy prawosławni „nurtu bałkańsko-bizantyjskiego” nadal skłaniają się ku praktyce powtórnego chrztu i bierzmowania. Było więc w Rawennie mnóstwo prawosławnych biskupów, którzy powiedzieli katolickim biskupom z drugiej strony stołu mnóstwo miłych i fajnych rzeczy (sadzę, że ten mechanizm działał w obie strony, któż nie lubi od czasu do czasu napić się dobrego włoskiego wina w miłej atmosferze?), ale większość z nich, gdy wróci do swoich diecezji i zetknie się z konkretnym przypadkiem konwersji rzymskiego katolika, przyjmie go do prawosławia poprzez sakramenty chrztu i bierzmowania.


Druga uwaga jest poważniejszej natury. Nieraz pada ze strony katolickiej argument, że skoro nigdy nie odbył się prawosławny sobór potępiający łacińskie błędy teologiczne, to nie można mówić o istnieniu różnic dogmatycznych. Sadzę, że jest to argument błędny. Sobory zwoływano po to, aby zbadać niebezpieczne doktryny głoszone przez członków Kościoła lub ludzi spoza niego, mających jednak znaczny wpływ na dużą grupę biskupów. Celem soboru jest oczyszczenie ortodoksji i ortopraksji z poglądów i praktyk, które utrudniają zbawienie członkom Kościoła. Ponieważ ani obecnie ani w dawnych wiekach praktycznie nie było biskupów, którzy głosiliby poglądy dotyczące papiestwa podobne do tych, które zawarte są w konstytucji dogmatycznej Vaticanum I Pastor Aeternus, to Kościół nie miał potrzeby anatematyzowania tych poglądów. Soborów nie zwołuje się w celu omawiania spraw, które nie są kontrowersyjne a wspomniana konstytucja dogmatyczna z pewnością taka w oczach prawosławia nie jest, jej jednoznacznie negatywna ocena nie budzi kontrowersji.

Kościół prawosławny nie posiada odpowiedzi na pytanie, czy rzymski katolicyzm posiada więcej Prawdy niż Kościoły przedchalcedońskie (koptyjski, ormiański, etiopski czy syrojakobicki). Eklezjologia nie powinna być zbyt ścisłe sprecyzowana, gdyż Kościół jest pielgrzymem i wygnańcem na tej ziemi i nie istnieją w ludzkich językach słowa, które w pełni zdołają wyrazić misterium jego ziemskiej peregrynacji. To prawda, że skutkiem okoliczności historycznych i ogólnej skłonności do apofatyzmu, Kościół prawosławny więcej mówił o tym, czym prymat nie jest niż czym jest. Zapewne niezbędne będzie tu doprecyzowanie stanowiska, nie zmieni ono jednak podstawowego faktu, na który wskazują obydwie strony w dokumencie z Rawenny w króciutkim, zamieszczonym na końcu „disclaimerze” gdzie podkreślają, że każda uważa się za „jeden święty, powszechny i apostolski Kościół”. Tu dochodzimy do prawdy, która jest taka, że dla osiągnięcia jedności potrzebny jest „tylko” jeden fakt: któraś z dialogujących stron musi przestać być tym, czym teologicznie i kanonicznie jest obecnie.


.

czwartek, listopad 15, 2007

Post Filipowy

.

Dziś rozpoczął się u nas czterdziestodniowy Post Filipowy, czyli, mówiąc z grubsza, prawosławny odpowiednik adwentu. Na ten czas zniknę z miejsca, gdzie można mnie spotkać właściwie codziennie, czyli z forum Frondy, postaram się jednak zamieścić na Studionie cykl krótkich notek poświęconych Wcieleniu Słowa Bożego. I to było na tyle.



.

wtorek, listopad 13, 2007

A imię jego czterdzieści i cztery

.


Bum, stało się! Rozłam w kwartalniku nieregularnym „Fronda” jest od wczorajszego wieczora faktem. 90% redakcji pisma, w tym dotychczasowy redaktor naczelny Marek Horodniczy, zdecydowało się powołać do życia nowy periodyk o nazwie “44 / Czterdzieści i Cztery”. Powody ich decyzji można poznać na zalinkowanej przeze mnie stronie, zapewne wkrótce wypowie się obejmujący na powrót stanowisko naczelnego „Frondy” Grzegorz Górny.

Formułowanie na tym etapie jakichkolwiek prognoz graniczy z brawurą, pozwolę sobie jednak na jej odrobinkę. Przypuszczam, że „Fronda” pod kierownictwem Grzegorza Górnego skręci w stronę tekieliańsko-karłowiczowską (nie jest tajemnicą, że kierunek jaki obrało pismo za czasów Horodniczego nie odpowiadał Górnemu), zaś „Fronda” spod znaku takich numerów jak „Tu jest Polska!” czy „Matrix, rechrystianizacja” będzie kontynuowana pod szyldem „44”. Taką mam przynajmniej nadzieję.


.

czwartek, listopad 08, 2007

Fragmenty z Elitisa




Ciało lata IV


Pijąc słońce korynckie,
Odczytując marmury
Przemierzając winnice morza
Celując harpunem
W ofiarną śmigłą rybę
Znalazłem liście, które psalm słońca uwiecznia,
Żywy ląd, którego pragnienie radośnie
Otwiera.

Pijąc wodę zrywam owoc
Rękę w listowie wiatru zanurzam,
Drzewa cytrynowe zraszają krąg lata
Zielone ptaki przecinają moje sny
Odchodzę jednym spojrzeniem
Szerokim spojrzeniem, gdzie świat ponownie
Staje się piękny w wymiarach serca!







Axion Esti (Godny jest - fragmenty)


Język dali mi grecki,
Dom ubogi na piaskach Homera.
Tylko troską jest język na piaskach Homera
tam rybki morskie i okonie
biczowane wiatrem czasowniki
rzeki zielone w niebieskości
przeczuwane, rozpalone w moich wnętrzach
gąbki, meduzy
z pierwszymi słowami Syren
muszle różowe z pierwszymi czarnymi deszczami…

(…)

Im dłużej czas pożera materię, tym jaśniejsza wydaje się
wróżba z mojej twarzy:
„Bać się trzeba wściekłości martwych i posągów skał”

Godne jest światło i pierwsze
wyryte w kamieniu błogosławieństwo człowieka
moc w zwierzęciu która kieruje słońcem
i roślina w śpiewie której nastał dzień…

Godna jest ręka Gorgony
która dzierży trójmaszt jakby na ratunek
niczym wota dla wiatrów
niczym przyrzeczenie i rezygnację…

Godny jest drewniany stół
jasne wino z oczkiem słońca
igraszki wody na suficie…

Kamienie i fale trzymają się za ręce
stopa odbita mądrością na piasku
cykada, która przekonała tysiące innych cykad
sumienie świetliste jak lato.

Godny jest sztylet, który pod mostem
Wysiaduje piękne kamienie
dziecięca kupa z zieloną muchą
gotujące się morze bez końca

Szesnastu ludzi ciągnących tratwę
nie zmęczona mewa powolna wioślarka
obce głosy pustyni
Przejście cienia w ścianę…

Góry z pychą ruin
góry posępne o wielu wymionach
góry jak rafy iluzji
zamknięte zewsząd z czterdziestoma przełęczami

Jakby klasztory skąpane w mżawkach
lub zanurzone w owczej wełnie
spokojnie kroczące jak pasterze
w czarnym odzieniu i pelerynie


. Pindos, Rodopy, Parnas
. Olimp, Timfristos, Tajget
. Dirfis, Atos, Enos


Godna jest wklęsłość która otwiera
Wiecznemu błękitowi drogę w chmurach
Głos przepadły w dolinie
Echo jak balsam wypity przez dzień…

(…)

Godna jest ziemia, z której unosi się
zapach pioruna jakby z siarki
Godna jest chmura w trawie
Wiatr dzwonu, kwiaty, dziewczęta
Statki, fale, góry…

Bije dzwon południa
I powoli na rozpalonych kamieniach rysuje litery:
Teraz i Na zawsze i Godny Jest.
Teraz i Na Zawsze świat mały, Wielki!



Fragmenty wierszy zaczerpnięto z książki Nikosa Chadzinikolau „Odisseas Elitis. Poeta światła i morza” wydanej nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN w Poznaniu w 2004 roku.

.