niedziela, grudzień 30, 2007

Daviliański tuzin

.

Z wydanego niedawno tomu „Nowe scholia do tekstu implicite wielkiego Nicolása Gómeza Dávili:

.
1. Oczywistości jednej epoki innej epoce wydają się zagadkami, a zagadki – oczywistościami. W cyklach bez końca.

2. Głupiec nazywa „przesądami” wnioski, których nie pojmuje.

3. Im mniej przymiotników, tym trudniej kłamać.

4. „Pogodzenie człowieka z samym sobą” – najbardziej trafna definicja głupoty.

5. Żałosna nieśmiałość nie pozwala dziś inteligentnemu pisarzowi zająć się innymi tematami niż obsceniczne. Zważywszy jednak na to, że nauczył się on nie wstydzić już niczego, nie powinien wstydzić się także szlachetnych uczuć.

6. W czasach arystokratycznych to, co ma wartość, nie ma ceny; w czasach demokratycznych to, co nie ma ceny, nie ma wartości.

7. W duszach, w których dominuje etyka, Bóg kończy jako pasożyt.

8. Głupiec, ponieważ usłyszał gdzieś, że twierdzenia religijne są metaforami, myśli, że są fikcjami.

9. Współczesny myśliciel poprzez labirynt pojęć prowadzi nas do domu publicznego.

10. Ogłosić swą autonomię to nie chcieć innych panów niż brzuch i seks.

11. Ostatecznie istnieją tylko dwie religie: religia Boga i religia Człowieka – i niezliczone teologie.

12. Nawet największy głupiec ma takie noce, kiedy oddzielający go od prawdy mur kruszeje.


.

piątek, grudzień 28, 2007

Teologiczno-ekumenicznie, po raz ostatni w tym roku i w dłuższym okresie też

.

Stali czytelnicy Studionu wiedzą, że wobec współczesnego ruchu ekumenicznego żywię, delikatnie mówiąc, chłodne uczucia, czemu dałem tu niedawno wyraz. Przyznaję zarazem, że obecny papież znacznie lepiej orientuje się w teologii prawosławnej i dziedzictwie patrystycznym niż jego poprzednik, o czym zresztą też kiedyś napomknąłem.

Kolejne potwierdzenie mojej tezy znalazłem w tekście „Spe Salvi”, drugiej encykliki Benedykta XVI. W punkcie 47 tego dokumentu znalazły się takie słowa:

Niektórzy współcześni teolodzy uważają, że ogniem, który spala a równocześnie zbawia, jest sam Chrystus, Sędzia i Zbawiciel. Spotkanie z Nim jest decydującym aktem Sądu. Pod Jego spojrzeniem topnieje wszelki fałsz. Spotkanie z Nim przepala nas, przekształca i uwalnia, abyśmy odzyskali własną tożsamość. To, co zostało zbudowane w ciągu życia, może wówczas okazać się suchą słomą, samą pyszałkowatością, i zawalić się. Jednak w bólu tego spotkania, w którym to, co nieczyste i chore w naszym istnieniu, jasno jawi się przed nami, jest zbawienie. Jego wejrzenie, dotknięcie Jego Serca uzdrawia nas przez bolesną niewątpliwie przemianę, niczym «przejście przez ogień». Jest to jednak błogosławione cierpienie, w którym święta moc Jego miłości przenika nas jak ogień, abyśmy w końcu całkowicie należeli do siebie, a przez to całkowicie do Boga. Jawi się tu również wzajemne przenikanie się sprawiedliwości i łaski: nasz sposób życia nie jest bez znaczenia, ale nasz brud nie plami nas na wieczność, jeśli pozostaliśmy przynajmniej ukierunkowani na Chrystusa, na prawdę i na miłość. Ten brud został już bowiem wypalony w Męce Chrystusa. W chwili Sądu Ostatecznego doświadczamy i przyjmujemy, że Jego miłość przewyższa całe zło świata i zło w nas. Ból miłości staje się naszym zbawieniem i naszą radością…

Nie wiem, o jakich współczesnych teologach pisze papież, wiem jednak, że bardzo podobny pogląd znaleźć można w licznych pismach największych Ojców greckich, takich jak Ireneusz z Lyonu, Grzegorz Teolog, Grzegorz z Nyssy, Maksym Wyznawca, Izaak Syryjczyk (który, choć Syryjczyk, większość życia spędził w kalabryjskim Spoleto), Symeon Nowy Teolog i Teofilakt z Ochrydy. Oczywiście taki pogląd nie ma rangi dogmatu i nie daje rozwiązania katolicko-prawosławnej kontrowersji dotyczącej tzw. ognia czyśćcowego, jednak fakt, że często spotykane we wschodniej teologii przekonanie o tym, że to właśnie chwała Pańska a więc sam Bóg w swoich niestworzonych energiach jest oczyszczającą łaską, pojawiło się w papieskiej encyklice, niewątpliwie cieszy.

Sama encyklika jest nieco poetycka w stylu i zarazem precyzyjna teologicznie. Myślę, że warto aby przeczytali ją ci prawosławni, których interesuje problematyka ekumeniczna, gdyż łatwo się na jej przykładzie przekonać co nas łączy a co dzieli.


.

niedziela, grudzień 23, 2007

Wcielenie (4) Ikony i hymny

.

.
Kościół świętuje narodziny św. Jana Chrzciciela – największego między zrodzonymi z niewiasty - 24 czerwca, w dniu, gdy noc jest najkrótsza a dzień najdłuższy. Od tej chwili przesilenia, światła dziennego stopniowo ubywa, aż do dnia, w którym noc jest najdłuższa. Natura stanowi w tym przypadku symboliczną ilustrację słów Poprzednika: potrzeba, żebym ja malał, a on, żeby wzrastał. Zbawiciel rodzi się pośród zimowej ciemności, bo jest światłością świata a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.

Ciemność groty, w której spoczywa Dzieciątko na ikonie Bożego Narodzenia jest ciemnością grobu, w którym spocznie ukrzyżowany Chrystus. Dlatego niemowlę, co zwykle uchodzi uwagi mniej uważnych obserwatorów, spowite jest w pogrzebowy całun. Ale ta ciemność w samym środku ikony, to także ciemność pierwszych dni stworzenia, biblijne „tohu wabohu” - תוֹהוּ־וַבוֹהוּ, bezład i pustka, pierwotna nicość, w centrum której znajduje się stwórcze i wszechmocne Słowo Boże, Baranek z Apokalipsy „zabity od założenia świata”. Wszechmocny objawia się w słabości i nie jest to, jak sądzę, „plan awaryjny” spowodowany tylko grzechem człowieka, lecz odwieczny zamysł. Moc, która stworzyła świat ex nihilo i moc, która objawia się w bezbronnym niemowlęciu i ukrzyżowanym mężczyźnie, to ta sama moc.

Tego paradoksu wszechmocy w słabości nie potrafię jeszcze pojąć sercem, pozostaje mi na razie podpórka w postaci „akceptacji rozumem”. Dobre i to.

Czytelnikom i gościom Studionu życzę, podobnie jak rok temu, wszelkich łask oczekiwanych i nieoczekiwanych od Boga Wcielonego. Radujcie się, świętujcie i jak zwykle zastanówcie się nad twierdzeniem Pana Dante, że świąteczne obżarstwo jest antycypacją niebiańskiej uczty eschatologicznej :)
.


.
Z liturgii Bożego Narodzenia:

Królestwo Twoje, Chryste Boże, jest królestwem wszystkich wieków, a panowanie Twoje w każdym pokoleniu i pokoleniu, i wcieliwszy się z Ducha Świętego i ze świętej Dziewicy, stałeś się człowiekiem. Światłość nam zajaśniała, Chryste Boże, z Twoim przyjściem. Światłość ze Światłości, Ojca jasności, Ty całe stworzenie oświeciłeś, wszystko, co oddycha, sławi Ciebie, obraz chwały Ojca, będący i przedwiecznie będący Boże, który zajaśniałeś nam z Dziewicy, zmiłuj się nad nami.

Cóż przyniesiemy Tobie, Chryste, za to, że zjawiłeś się na ziemi dla
nas jako człowiek. Każde ze stworzonych przez Ciebie stworzeń przynosi
Tobie dar wdzięczności: aniołowie pieśń, niebo gwiazdę, magowie dary,
pasterze zadziwienie, ziemia pieczarę, pustynia żłób, my zaś Matkę
Dziewicę. Przedwieczny Boże, zmiłuj się nad nami.

/stichery św. Anatola, patriarchy konstantynopolitańskiego na wieczernię (nieszpory) święta/


Gdy jedynowładcą na ziemi był August
skończyła się u ludzi wielość władz.
Z Twoim wcieleniem z Przeczystej
zlikwidowane zostało wielobóstwo idoli.
Jednemu królestwu ziemskiemu
podporządkowały się państwa
i w jedno panowanie Bóstwa uwierzyły narody.
Spisano je na rozkaz cezara, my zaś, wierni,
zapisani zostaliśmy imieniem Boga, Twoim imieniem,
wcielonego Boga naszego.
Wielkie jest Twoje miłosierdzie.
Panie, chwała Tobie.

/stichera św. Kasji Mniszki/


Weselcie się sprawiedliwi, radujcie się, niebiosa. Podskakujcie góry
z narodzeniem Chrystusa. Dziewica siedzi upodabniając się do
cherubinów, nosząc przy piersi wcielone Słowo Boże. Pasterze dziwią się
Narodzonemu, magowie przynoszą dary Władcy, aniołowie śpiewając
głoszą: Nieogarniony Panie, chwała Tobie.

Bogurodzico Dziewico, któraś urodziła Zbawiciela, Ty
zlikwidowałaś pierwsze przekleństwo Ewy, gdyŜ zostałaś Matką z woli
Ojca, nosisz przy piersi wcielone Słowo Boże. Tajemnica ta nie dopuszcza
badania, wiarą jedynie wszyscy ją sławimy, wołając z Tobą i mówiąc:
Nieogarniony Panie, chwała Tobie.

Przyjdźcie, zaśpiewajmy Matce Zbawiciela, która i po urodzeniu
okazała się Dziewicą. Raduj się, uduchowione miasto Króla i Boga,
zamieszkawszy w którym Chrystus zgotował światu zbawienie. Z
Gabrielem zaśpiewajmy, z pasterzami wysławmy, wołając: Bogurodzico,
ubłagaj wcielonego w Ciebie, aby zbawił świat.

/stichery św. Andrzeja Jerozolimskiego na jutrznię Bożego Narodzenia/


Teraz zaś powitaj nowo narodzonego i unoś się radością, jeżeli nawet nie tak jak Jan, jeszcze w żywocie matki, to jak Dawid z powodu spocznienia Arki. Uszanuj spis, przez który zostałeś zapisany do nieba, i uczcij narodzenie, przez które zostałeś wyzwolony z więzów grzechu prarodziców; oddaj też cześć małemu Betlejem, które cię znów zaprowadziło do raju, i pokłoń się żłobkowi, za pośrednictwem którego zostałeś wyżywiony przez Słowo, będąc nierozumnym stworzeniem. Poznaj, jak wół, swojego właściciela – upomina cię Izajasz – i jak osioł żłób Pana twego… Z gwiazdą biegnij, z magami przynieś w darze złoto, kadzidło i mirrę, jako królowi, Bogu i umarłemu dla ciebie. Z pasterzami Go wielbij, z aniołami uczcij śpiewem, z archaniołami zawiedź tany. Niech to będzie wspólny obchód mocy niebieskich i ziemskich.

(z Mowy na Boże Narodzenie św. Grzegorza Teologa)


.

czwartek, grudzień 20, 2007

Myriobiblos 2007

.


Dziś małe podsumowanie najciekawszych rzeczy przeczytanych w dobiegającym końca roku. A.D. 2007 nie był dla mnie jakimś festiwalem powalających i inspirujących lektur, jednak w ciągu dwunastu miesięcy zebrało się tego trochę. Swoje mikrorecenzje przedstawiam poniżej.
-----------------------------------------------------

Nikos Chadzinikolau „Odiseas Elitis. Poeta światła i morza”. Niestrudzony tłumacz i poeta z Poznania przybliżył w tej monografii postać poety, który zaczynając w latach dwudziestych od dadaizmu i modernizmu stał się w latach powojennych klasykiem współczesnej literatury greckiej, o randze porównywalnej z Seferisem a może nawet Kawafisem. Można tylko mieć nadzieję, że Chadzinikolau przetłumaczy kiedyś całość poematu Axion Esti, wspaniałego magnum opus Elitisa.

Szczepan Twardoch „Sternberg” i „Epifania wikarego Trzaski”. To był dobry rok dla młodego śląskiego pisarza. Jego dwóm książkom poświęciłem w lipcu notkę na Studionie. Po kilku miesiącach podtrzymuję zawarte w niej opinie.

„Japonia okresu Meiji. Od tradycji ku nowoczesności”. Ciekawa praca zbiorowa opublikowana przez niszowe warszawskie wydawnictwo Nozomi. Niezbędna lektura dla każdego, kto, tak jak ja, usiłuje choć trochę zrozumieć Japonię. Na dużą uwagę zasługują szkice o klasycznej filozofii japońskiej, narodzinach japońskiej kinematografii, reformie teatru kabuki oraz modernistyczna nowela Mori Ogai „Vita sexualis”.

John Behr „Life In Death. Mystery of Christ”. Rektor prawosławnego seminarium św. Włodzimierza w Nowym Jorku i profesor patrystyki na Uniwersytecie Fordham jest jednym z najważniejszych współczesnych teologów prawosławnych. „Life In Death” to fascynująca próba spojrzenia na teologię w sposób, jak patrzyli na nią pierwsi chrześcijanie. W swojej książce o.Behr, opierając się przede wszystkim na pismach św. Ireneusza z Lyonu stara się powrócić do metody egzegetycznej, dzięki której sformułowana została w IV wieku - epoce wielkiej syntezy – chrześcijańska triadologia, chrystologia i antropologia. W pewnym sensie finalizuje to, co zapoczątkowali jego wielcy poprzednicy, Florovsky, Łosski czy Yannaras. Współczesna teologia akademicka nie zdołała przetrwać naporu dziewiętnastowiecznego racjonalizmu – na którego aparacie metodologicznym, nota bebe, bazowała - stając się mieszanką metafizyki i mitologii. Spojrzenie Behra, głęboko zakorzenione w pismach Ojców i nauczaniu Soborów Powszechnych, pozwala zerwać z tą akademicką martwotą bez utraty syntetycznego charakteru teologii. Najciekawsza książka teologiczna jaką przeczytałem po 2000 roku.

Konrad T. Lewandowski “Magnetyzer” i “Bogini z labradoru”. Przewodas jako „pióro do wynajęcia” wziął się za historyczne, osadzone w Warszawie lat dwudziestych, kryminały. Przyznam, że przypadły mi do gustu znacznie bardziej niż przereklamowane, duszne i obrzydliwe powieści Krajewskiego. Atutem powieści Lewandowskiego są pojawiające się postacie historyczne: prof. Jan Łukasiewicz, płk. Wieniawa-Długoszowski, Franc Fiszer, Tuwim, Gombrowicz czy słynny król podziemnego świata Tata Tasiemka.

Radosław Piwowarczyk „Normanowie i Bizancjum w XI wieku”. Solidne i lekko - w stylu runcimanowskim - napisane opracowanie, poświęcone jednemu z ważniejszych konfliktów militarnych XI wieku. Wojenne zapasy starego Normana Roberta Guiscarda z młodym i ambitnym bazyleusem Aleksym Komnenem, przedstawione na barwnym tle zmieniającej się sytuacji politycznej w Italii, stanowią fascynującą historię. Rzecz godna uwagi, napisana z dużym obiektywizmem i sympatią dla obu stron.

Joanne Rowling „Harry Potter and The Deathly Hallows”. Po dziś dzień nie wiem co o tej książce myśleć, plusy i minusy jakoś mi się równoważą, powstrzymując przed sformułowaniem ostatecznego werdyktu. A jednak kiedyś będę musiał wypowiedzieć się definitywnie. „List otwarty do J.K. Rowling” ukaże się na Studionie za jakieś pięć, sześć tygodni.

Anna Brzezińska “Wody głębokie jak niebo”. Książka wydana chyba w 2005 ale dopiero teraz po nią sięgnąłem. To jedyna rzecz Brzezińskiej jaka przypadła mi do gustu a nawet zachwyciła. Znakomity, poetycki styl – choć zdarza się pisarce nadużywać przymiotników – i siedem melancholijnych opowieści osadzonych w alternatywnej quasi-renesansowej Italii. Nietypowe jak na literaturę fantasy spojrzenie na magię. Tak mogliby pisać Gene Wolfe i Guy Gabriel Kay gdyby byli kobietami.

Jarosław Grzędowicz „Pan Lodowego Ogrodu” tom II. Inteligentna i barwna opowieść fantasy napisana szorstkim, męskim stylem. Grzędowicz zaczerpnął odrobinę za dużo z pewnych watków sagi o Thorgalu, ale i tak odsadził o kilka końskich długości innych krajowych dostawców fantastycznej rozrywki wysokiej jakości.

Philip Sherrard „Christianity and eros” oraz „Human image - world image. Death and resurrection of sacred cosmology”. Pisma Sherrarda, prawosławnego filozofa bliskiego tradycjonalizmowi integralnemu, tłumacza i poety, inspirują mnie od dawna. Właściwie cały czas, z kilkumiesięcznymi przerwami, czytam coś Sherrarda. Pierwsza z wymienionych książek zawiera świeże spojrzenie na teologiczne znaczenie płci i sakramentu małżeństwa. Druga to przenikliwa analiza i krytyka scjentyzmu i ewolucjonizmu oraz propozycja holistycznej chrześcijańskiej epistemologii. Dwa rozdziały poświęcone są Teillhardowi de Chardin i Oskarowi Miłoszowi. Obydwaj dżentelmeni zaliczają w nich mocny nokaut, rozłożeni na łopatki precyzją myśli brytyjskiego autora. W kolejce do lektury oczekuje pośmiertnie wydany tom esejów Sherrarda „Christianity: Lineaments of a Sacred Tradition”.


Arturo Perez-Reverte “Batalista”. Mroczna, refleksyjna powieść o „jądrze ciemności” jakim jest praca korespondenta wojennego. Nie wiem, czy jest to moralny rozrachunek autora z własną przeszłością czy rzecz wykalkulowana, jednak rezultat jest znakomity.

David Bentley Hart “Beauty of the infinite”. Bracia Hart to dziwni faceci. Wywodzący się ze starej rodziny amerykańskich anglikanów, porzucili Kościół (?) Episkopalny w chwili, gdy zaczęto w nim wyświęcać kobiety. Najstarszy, Robert, został duchownym w tradycjonalistycznym TAC (Traditional Anglican Communion), najmłodszy Addison jest księdzem katolickim a średni czyli właśnie David Bentley, przyjął prawosławie i jest dziś jednym z najważniejszych filozofów amerykańskich młodego pokolenia. Jego mega-esej poświęcony teologii i metafizyce piękna oszałamia szerokością spojrzenia i bogactwem języka (Hart bywa zaliczany do grona najwybitniejszych stylistów współczesnej angielszczyzny). Tok myślenia Harta jest dwutorowy: rozważania stricte teologiczne o Dobru i Pięknie, nawiązujące szczególnie do myśli św. Grzegorza z Nyssy a z teologów współczesnych do von Baltahsara i Milbanka, przeplatają się nieustannie z krytyczną analizą filozofii Nietzschego, Heideggera, Derridy, Deleuze’a, Foucaulta i wielu innych tuzów nowożytnej filozofii. Rzecz jest niewątpliwie intrygująca, chwilami porywająca, z drugiej strony nie wiem, czy obrany przez Harta kierunek ma na dłuższą metę sens, czy w dzisiejszych czasach możliwy jest jeszcze jakikolwiek dialog chrześcijaństwa z modernizmem i postmodernizmem. Ostatniego słowa Hart jeszcze nie powiedział, na pewno warto mu kibicować.

Frances Yates “Sztuka pamięci”. Rzecz, na która natknąłem się szukając publikacji dotyczących renesansowego hermetyzmu. Niezwykłe studium poświęcone dziejom mnemotechniki od czasów antycznych po Renesans, połączone z prezentacją systemów filozoficznych myślicieli tak różnych jak Raymond Lullus czy Giordano Bruno. Lektura nie dla wszystkich, większą część nakładu należy spalić aby nie dostał się w niepowołane ręce a resztę trzymać w dziale prohibitów z pieczątką „Tylko dla zahartowanych chrześcijan”.

John Tillyard “Elizabethan world picture”. Krótka książka napisana przez historyka literatury, dobrego znajomego C.S. Lewisa. Rzecz o tym jak postrzegali świat Angole epoki elżbietańskiej i jak to ich postrzeganie odzwierciedlało się w prozie, poezji i malarstwie. Nicią przewodnią tej kultury była idea porządku mającego źródło w Bogu i manifestującego się w różnych hierarchiach ziemskich (hierarchia władzy, hierarchia istot żywych, hierarchia żywiołów itd.). W innych częściach Europy nie było inaczej, różnice leżały w sferze szczegółów, nie pryncypiów. Pomocne w zrozumieniu jak bardzo wizja świata naszych przodków różniła się od naszej.


Łukasz Orbitowski “Tracę ciepło”. Brawurowy początek, słabszy środek i zupełnie nieudana trzecia część. Krajowy mistrz horroru zamierzył sobie powieść szkatułkową ale niestety mu nie wyszło. Porażka ale wielka, bo pewne fragmenty tej powieści, szczególnie pierwszej części, którą na własny użytek ochrzciłem mianem „Niziurskiego noir”, to mistrzowska proza na najwyższym poziomie. Orbitowski ma przed sobą pisarska przyszłość.

.
Na koniec mocne uderzenie w piersi: na półce wciąż czekają na swoją kolej tolkienowskie „Dzieci Hurina".
.

czwartek, grudzień 13, 2007

Wcielenie (3) – Całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia


.


Człowiek jest istotą wyjątkową, gdyż znajduje się na pograniczu świata materialnego i duchowego, widzialnego i niewidzialnego. Z jednej strony obdarzeni jesteśmy wyjątkową zdolnością duchową, jaka jest możliwość poznawania Boga. Z drugiej – nie różnimy się w sposób istotny od zwierząt, tak jak one mamy ciała, które potrzebują powietrza, snu, pokarmu, ciepła i wody. Na poziomie naszej stworzonej natury stanowimy jeden z elementów mozaiki Boskiego stworzenia.

Człowiek powstawał w trzech etapach. Najpierw w zamyśle Bożym: powiedział Bóg: Stwórzmy człowieka na wzór i podobieństwo nasze (Rdz 1,26). Potem człowiek ulepiony został z prochu ziemi: Wtedy to utworzył Jahwe człowieka z gliny, a następnie ożywiony Boską zasadą życia: i tchnął w jego nozdrza tchnienie własnego życia. I w ten sposób stał się człowiek istotą żywą (Rdz 2,7). Jako proch czy glina człowiek nie różni się więc od zwierząt, jego materialna natura jest złączona z resztą stworzenia, jednak ożywienie człowieka tchnieniem Boga (ruah, pneuma, spiritus) stawia go ponad zwierzętami i roślinami, czyni go koroną i władcą stworzenia, który powołany jest do panowania nad światem i złożenia go Bogu w dziękczynnej ofierze.

Skoro między człowiekiem a resztą stworzenia istnieje wspólnota ontologiczna (na poziomie „surowca”) to upadek człowieka musiał pociągnąć za sobą resztę stworzenia: przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu (Rdz 3,17). Stworzenie … zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale ze względu na tego, który je poddał… i aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia (Rz 8,20,22).

Ten dość ponury stan rzeczy ulega zmianie dzięki Wcieleniu, które kulminuje się w Krzyżu i Zmartwychwstaniu Chrystusa. Jak pisze najwybitniejszy po Chryzostomie komentator Biblii wśród Ojców greckich św. Teofilakt z Ochrydy:

Tak więc całe stworzenie zostanie wyzwolone, nie ty jeden, lecz i to, co znacznie niższe od ciebie, to co nie posiada ani duszy ani uczuć, nawet ono będzie uczestniczyć wespół z tobą w łaskach i nie będzie już zniszczalne lecz stanie się tobie podobnym. Kiedy ciało twoje stało się poddane zepsuciu, to i natura stała się taką. I podobnie, gdy ciało twe stanie się niezniszczalne, natura też stanie się niezniszczalna (Komentarz na List do Rzymian, 8)

Dlatego właśnie w hymnografii Bożego Narodzenia a nawet w kolędach śpiewa się o radości „wszelkiego stworzenia”, gdyż Wcielenie, choć dokonało się „dla nas ludzi i dla naszego zbawienia”, uświęca pośrednio cały świat materialny. Z ludzkiej natury, którą z ciała Bogurodzicy przyjęło Słowo Boże, dar uświęcenia płynie na nowo do reszty tego, co stworzone, gdyż jest ono połączone z ludźmi nierozerwalną więzią. Przeczuwali to starotestamentowi prorocy pisząc o klaszczących w dłonie rzekach i śpiewających górach.

Świadomość, że człowiek, jako mediator między Niebem a Ziemią, wpływa swoim stanem ducha na naturę, powinna towarzyszyć nam na co dzień. Przydaje się w dyskusjach ze zwolennikami filozoficznego naturalizmu. Często można spotkać się ze stwierdzeniem, że chrześcijaństwo nie powinno potępiać pewnych zachowań, gdyż są one „naturalne”. Przykładowo, wśród niektórych gatunków zwierząt obserwowane są zachowania homoseksualne, zatem homoseksualizm jest naturalny. Z chrześcijańskiego punktu widzenia jest to stawianie sprawy na głowie. Zachowania homoseksualne zdarzają się wśród zwierząt dlatego, że zdarzają się wśród ludzi (nawiasem mówiąc fakt, że takie zachowania zdarzają się w świecie zwierzęcym bardzo rzadko, obala lansowany przez homoseksualne lobby mit o 10% homoseksualistów w populacji). Ale ten „mechanizm” działa także w inną stronę. Natura zawsze odzwierciedla nasz stan duchowy, dlatego święci przyjaźnili się z drapieżnymi zwierzętami, ich ciała nie ulegały rozkładowi zaś w wielu sanktuariach kwiaty rozkwitały w środku zimy. Gdzie grzech – tam grzech i w naturze, gdzie świętość – tam rozlewa się ona i na naturę.


.
---------------------------------------------------------------
Ikona na początku wpisu przedstawia Słowo Boże stwarzające świat zwierzęcy. Ten dość rzadko spotykany typ ikonograficzny znaleźć można najczęściej w monasterach w postaci zespołu fresków ilustrujących sześć dni stworzenia.

.

poniedziałek, grudzień 10, 2007

Errare humanum est

.

W niedzielę w Warszawie odbył się pierwszy w historii naszego kraju ślub humanistyczny. Co to takiego, można dowiedzieć się z zalinkowanej notki z GazWybu. Przy tej okazji przypomniały mi się peerelowskie „chrzty cywilne”. Nasza rodzina stanowi istną mozaikę wyznaniową, prócz prawosławnych i katolików mamy także małą lecz zawziętą frakcję ateistyczną i jedna z moich kuzynek, urodzona w 1976 roku, została „ochrzczona” w ten właśnie sposób. Całą ceremonię w Centralnej Bibliotece Rolniczej można oczywiście zbyć wzruszeniem ramion. Z ludźmi, którzy ślubują sobie „dzielić się materiałem genetycznym” z pewnością jest coś nie w porządku. Chyba nawet wiem, co. Życiem tej dwójki młodych ludzi rządzi ideologia, która odciska swoje piętno nawet na tym, co w ich życiu najbardziej intymne, tajemnicze i – choć nie zdają sobie z tego sprawy – święte.

Osobiście życzę młodej parze szczęśliwego pożycia rodzinnego oraz udanej wymiany i replikacji materiału genetycznego w postaci gromadki urwisów, najlepiej chłopców. Nic tak nie przywołuje do rzeczywistości jak codzienne zmagania ze stadem małych nieposłusznych facecików. Chcę jeszcze przez chwilę zatrzymać się na słowach obecnego na „ślubie” niestrudzonego Mariusza Agnosiewicza: To nie para młoda ma się podporządkować ceromonii! To ceremonia ma być dopasowana do potrzeb młodych, którzy ją współreżyserują.

Słowa naszego lokalnego guru racjonalistycznego humanizmu wydają mi się ciekawym przykładem naiwnej wiary, że rytuał to coś, co można sobie dowolnie, według własnego widzimisię, formować. W rzeczywistości, i to nie tylko tej religijnej, rytuał jest zawsze czymś danym, odziedziczonym i od naszej woli niezależnym. Rytuał, który można sobie wymyślić nie jest rytuałem lecz rodzajem performance, pokazem artystycznej inwencji (w najlepszym razie) albo pychy i próżności (w najgorszym wypadku) jego autorów. Małżeństwo, czy tego chcemy czy nie, ma wymiar społeczny i dlatego związane z nim rytuały są w miarę ściśle określone i rzadko podlegają zmianom. Jestem przekonany, że śluby humanistyczne, jeżeli zdobędą kiedykolwiek szerszą popularność, także ulegną standaryzacji i formalizacji. Taki już jest porządek świata, że to co jednostkowe i niepowtarzalne, rozkwita najlepiej w ustabilizowanych ramach ewoluujących powoli konwencji i rytuałów. W końcu, mimo komunistycznych doświadczeń zeszłego wieku, na Kaukazie uprowadzenie panny młodej wciąż jest w dobrym tonie, choć współczesny dżygit raczej nie dosiada rumaka lecz przybywa po ukochaną w żelaznym koniu.

.

piątek, grudzień 07, 2007

Nocna rozmowa z córką (Teologia ikony)

.


Tato?

Ciszej Tusiu, Weronika zasypia.

Tato, czy aniołowie chodzą w białych sukniach z falbankami?

Trudno powiedzieć. Właściwie to oni nie mają ciała ale kiedy ludzie ich widzą, to zwykle pod postacią młodzieńców w białych szatach.

A my możemy ich widzieć?

Nie wiem. Człowiek, kiedy widzi anioła, boi się bo anioła otacza blask chwały Bożej. Niektórzy święci widzieli anioły, my chyba nie możemy ich zobaczyć.


Tato, ale przecież my ich widzimy. Codziennie. Na ikonie.



.

wtorek, grudzień 04, 2007

Wcielenie (2) – Panagia Theotokos

.


.

Stworzenie i Wcielenie to dwie strony jednego planu Boga. Sens dziejom ludzkim nadaje właśnie Słowo Boże, które „ciałem się stało”. Historię ludzkości najlepiej rozpatrywać biorąc za punkt wyjścia nie pierwszego, lecz drugiego Adama, Bogoczłowieka Jezusa Chrystusa i nie pierwszą, lecz druga Ewę, jego matkę. Dzięki Wcieleniu to, co stworzone i to, co niestworzone, mistycznie łączy się w Kościele. Chrześcijaństwo odrzuca zarówno absolutną nie-boskość świata stworzonego (judaizm, islam), jak i naturalną boskość świata w helleńskim panteizmie. Jest ono Dobrą Nowiną o przebóstwieniu tego, co nie jest boskie z natury, o komunii świata poddanego zepsuciu z wiecznym Życiem. Ale to przebóstwienie ma początek w osobie Theotokos - Matki Bożej, gdyż właśnie w niej następuje owo „przecięcie się" dwóch różnych rzeczywistości i odnowienie naszej zniszczonej natury.
.

Pisze św. Augustyn w “Wyznaniach”:
.
Zstąpiło do nas Życie, pokonało naszą śmierć, zabiło ją mocą swojej żywotności i zawołało głosem wielkim, abyśmy wrócili stąd do Niego, do tej odrębnej dziedziny, z której Ono zstąpiło na nas. Najpierw zstąpiło do łona Dziewicy, gdzie zaślubiło naszą ludzką, cielesną i śmiertelną naturę, aby nie pozostała śmiertelną na zawsze.
.
Jeżeli Chrystus jest Bogiem-Człowiekiem, to Maryja jest archetypem Człowieka Doskonałego, osobą, w której nowe, chrześcijańskie człowieczeństwo realizuje się w sposób najpełniejszy. Jest ona pierwszą osobą, która osiągnęła stan, który Bóg przeznaczył wszystkim ludziom. Dlatego też naśladowanie Bogurodzicy przez „słuchanie i zachowywanie słów w sercu” jest najlepszą drogą chrześcijańskiego życia. Jest ona punktem stycznym tego, co stworzone z tym, co niestworzone, miejscem w którym Życie wkracza do królestwa śmierci. Jak pisał grecki teolog Alexandros Kalomiros:

Jest ona wyciągniętą ręką stworzenia, którą ujął i napełnił łaską Bóg, ręką przez którą cała nasza natura wspólna wszystkim ludziom została przebóstwiona.

Dlatego też jej chwała jest tak wielka. Z tego powodu Kościół śpiewa w Liturgii św. Bazylego:

.


Ty jesteś, Pełna łaski, radością całego stworzenia, chórów anielskich i rodzaju ludzkiego. Świątynio Ducha Świętego i Raju duchowy, chlubo dziewic, z której Bóg przyjął ciało i stał się dziecięciem, będąc naszym przedwiecznym Bogiem. Twoje łono uczynił dla Siebie tronem i wnętrze twoje rozszerzył poza granice niebios. Ty jesteś, Pełna łaski, radością całego stworzenia, chwała tobie.

.

----------------------------------
Ikona na początku wpisu należy do typu ikonograficznego “Dziewica Znaku”. Nawiązuje ona do proroctwa Izajasza: „Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emanuel” (Iz 7,14). Zwykle ikony tego typu w formie fresków umieszczane są w apsydzie cerkwi. Półpostać Chrystusa jako Dzieciątka umieszczona jest w okręgu, dla podkreślenia, że Wcielenie miało miejsce w Jej nieskalanym łonie.

sobota, grudzień 01, 2007

Ptolemejska tajemnica Narni

.

.

Nawet pobieżna znajomość biografii C.S.Lewisa wystarczy by przyznać, że skala jego fascynacji intelektualnych, w tym ściśle literackich, była niezwykle szeroka, zdecydowanie szersza niż większości jego wielkich kolegów po piórze, w tym Tolkiena. Znana jest negatywna opinia Profesora na temat stworzonego przez Lewisa uniwersum Narni, będącego, jego zdaniem, chaotycznym melanżem antycznych mitów, średniowiecznych opowieści rycerskich i ulubionych baśni Jacka.

Inni krytycy nie byli tak surowi i usiłowali odnaleźć tajemnicze ogniwo spajające w jedną całość „Opowieści z Narni”. Nie było to zadanie łatwe. Lewis poruszał temat niechętnie i z żadnej z jego wypowiedzi nie dało się wysnuć definitywnego rozwiązania zagadki. Dopatrywano się w siedmiu tomach ubranego w baśniową formę komentarza do siedmiu grzechów głównych, siedmiu sakramentów czy też siedmiu części spencerowskiego The Faerie Queene. Znacznie częściej skłaniano się ku opinii Tolkiena, wybaczając autorowi potknięcia przy konstruowania powieściowego świata, rekompensowane przecież po wielokroć przez misternie pomyślane fabuły.

Swojego czasu przedstawiłem na Studionie interesującą hipotezę Brytyjczyka Michaela Warda, który doszedł do wniosku, że każdy z siedmiu tomów narnijskiego cyklu ma swojego „kosmicznego patrona” w postaci jednej z siedmiu planet dostrzegalnych gołym okiem z Ziemi. Od czasu, gdy zamieściłem ten wpis upłynęło trochę wody w Tamizie i Michael Ward zdołał solidnie opracować temat. W najnowszym numerze amerykańskiego miesięcznika chrześcijańskiego "Touchstone" ukazał się właśnie artykuł Warda będący wprowadzeniem do jego książki „Planet Narnia”, która ukaże się wkrótce nakładem Oxford University Press. Polecam go wszystkim, którzy interesują się twórczością Inklingów i ich związkami z literackimi tradycjami Wieków Średnich i Renesansu.

„Touchstone” jest pismem nierównym, ewidentnie przygniecionym przez cień Starszego Brata, jednak nierzadko trafiają się tam prawdziwe perełki. Ot, choćby szkic, z którego można się dowiedzieć, co mają wspólnego Dzieje Apostolskie i Eneida.


.