.Dziś małe podsumowanie najciekawszych rzeczy przeczytanych w dobiegającym końca roku. A.D. 2007 nie był dla mnie jakimś festiwalem powalających i inspirujących lektur, jednak w ciągu dwunastu miesięcy zebrało się tego trochę. Swoje mikrorecenzje przedstawiam poniżej.
-----------------------------------------------------
Nikos Chadzinikolau „Odiseas Elitis. Poeta światła i morza”. Niestrudzony tłumacz i poeta z Poznania przybliżył w tej monografii postać poety, który zaczynając w latach dwudziestych od dadaizmu i modernizmu stał się w latach powojennych klasykiem współczesnej literatury greckiej, o randze porównywalnej z Seferisem a może nawet Kawafisem. Można tylko mieć nadzieję, że Chadzinikolau przetłumaczy kiedyś całość poematu Axion Esti, wspaniałego magnum opus Elitisa.
Szczepan Twardoch „Sternberg” i
„Epifania wikarego Trzaski”. To był dobry rok dla młodego śląskiego pisarza. Jego dwóm książkom poświęciłem w lipcu
notkę na Studionie. Po kilku miesiącach podtrzymuję zawarte w niej opinie.
„Japonia okresu Meiji. Od tradycji ku nowoczesności”. Ciekawa praca zbiorowa opublikowana przez niszowe warszawskie wydawnictwo Nozomi. Niezbędna lektura dla każdego, kto, tak jak ja, usiłuje choć trochę zrozumieć Japonię. Na dużą uwagę zasługują szkice o klasycznej filozofii japońskiej, narodzinach japońskiej kinematografii, reformie teatru kabuki oraz modernistyczna nowela Mori Ogai „Vita sexualis”.
John Behr „Life In Death. Mystery of Christ”. Rektor prawosławnego seminarium św. Włodzimierza w Nowym Jorku i profesor patrystyki na Uniwersytecie Fordham jest jednym z najważniejszych współczesnych teologów prawosławnych. „Life In Death” to fascynująca próba spojrzenia na teologię w sposób, jak patrzyli na nią pierwsi chrześcijanie. W swojej książce o.Behr, opierając się przede wszystkim na pismach św. Ireneusza z Lyonu stara się powrócić do metody egzegetycznej, dzięki której sformułowana została w IV wieku - epoce wielkiej syntezy – chrześcijańska triadologia, chrystologia i antropologia. W pewnym sensie finalizuje to, co zapoczątkowali jego wielcy poprzednicy, Florovsky, Łosski czy Yannaras. Współczesna teologia akademicka nie zdołała przetrwać naporu dziewiętnastowiecznego racjonalizmu – na którego aparacie metodologicznym, nota bebe, bazowała - stając się mieszanką metafizyki i mitologii. Spojrzenie Behra, głęboko zakorzenione w pismach Ojców i nauczaniu Soborów Powszechnych, pozwala zerwać z tą akademicką martwotą bez utraty syntetycznego charakteru teologii. Najciekawsza książka teologiczna jaką przeczytałem po 2000 roku.
Konrad T. Lewandowski “Magnetyzer” i
“Bogini z labradoru”. Przewodas jako „pióro do wynajęcia” wziął się za historyczne, osadzone w Warszawie lat dwudziestych, kryminały. Przyznam, że przypadły mi do gustu znacznie bardziej niż przereklamowane, duszne i obrzydliwe powieści Krajewskiego. Atutem powieści Lewandowskiego są pojawiające się postacie historyczne: prof. Jan Łukasiewicz, płk. Wieniawa-Długoszowski, Franc Fiszer, Tuwim, Gombrowicz czy słynny król podziemnego świata Tata Tasiemka.
Radosław Piwowarczyk „Normanowie i Bizancjum w XI wieku”. Solidne i lekko - w stylu runcimanowskim - napisane opracowanie, poświęcone jednemu z ważniejszych konfliktów militarnych XI wieku. Wojenne zapasy starego Normana Roberta Guiscarda z młodym i ambitnym bazyleusem Aleksym Komnenem, przedstawione na barwnym tle zmieniającej się sytuacji politycznej w Italii, stanowią fascynującą historię. Rzecz godna uwagi, napisana z dużym obiektywizmem i sympatią dla obu stron.
Joanne Rowling „Harry Potter and The Deathly Hallows”. Po dziś dzień nie wiem co o tej książce myśleć, plusy i minusy jakoś mi się równoważą, powstrzymując przed sformułowaniem ostatecznego werdyktu. A jednak kiedyś będę musiał wypowiedzieć się definitywnie. „List otwarty do J.K. Rowling” ukaże się na Studionie za jakieś pięć, sześć tygodni.
Anna Brzezińska “Wody głębokie jak niebo”. Książka wydana chyba w 2005 ale dopiero teraz po nią sięgnąłem. To jedyna rzecz Brzezińskiej jaka przypadła mi do gustu a nawet zachwyciła. Znakomity, poetycki styl – choć zdarza się pisarce nadużywać przymiotników – i siedem melancholijnych opowieści osadzonych w alternatywnej quasi-renesansowej Italii. Nietypowe jak na literaturę fantasy spojrzenie na magię. Tak mogliby pisać Gene Wolfe i Guy Gabriel Kay gdyby byli kobietami.
Jarosław Grzędowicz „Pan Lodowego Ogrodu” tom II. Inteligentna i barwna opowieść fantasy napisana szorstkim, męskim stylem. Grzędowicz zaczerpnął odrobinę za dużo z pewnych watków sagi o Thorgalu, ale i tak odsadził o kilka końskich długości innych krajowych dostawców fantastycznej rozrywki wysokiej jakości.
Philip Sherrard „Christianity and eros” oraz
„Human image - world image. Death and resurrection of sacred cosmology”. Pisma Sherrarda, prawosławnego filozofa bliskiego tradycjonalizmowi integralnemu, tłumacza i poety, inspirują mnie od dawna. Właściwie cały czas, z kilkumiesięcznymi przerwami, czytam coś Sherrarda. Pierwsza z wymienionych książek zawiera świeże spojrzenie na teologiczne znaczenie płci i sakramentu małżeństwa. Druga to przenikliwa analiza i krytyka scjentyzmu i ewolucjonizmu oraz propozycja holistycznej chrześcijańskiej epistemologii. Dwa rozdziały poświęcone są Teillhardowi de Chardin i Oskarowi Miłoszowi. Obydwaj dżentelmeni zaliczają w nich mocny nokaut, rozłożeni na łopatki precyzją myśli brytyjskiego autora. W kolejce do lektury oczekuje pośmiertnie wydany tom esejów Sherrarda „Christianity: Lineaments of a Sacred Tradition”.
Arturo Perez-Reverte “Batalista”. Mroczna, refleksyjna powieść o „jądrze ciemności” jakim jest praca korespondenta wojennego. Nie wiem, czy jest to moralny rozrachunek autora z własną przeszłością czy rzecz wykalkulowana, jednak rezultat jest znakomity.
David Bentley Hart “Beauty of the infinite”. Bracia Hart to dziwni faceci. Wywodzący się ze starej rodziny amerykańskich anglikanów, porzucili Kościół (?) Episkopalny w chwili, gdy zaczęto w nim wyświęcać kobiety. Najstarszy, Robert, został duchownym w tradycjonalistycznym TAC (Traditional Anglican Communion), najmłodszy Addison jest księdzem katolickim a średni czyli właśnie David Bentley, przyjął prawosławie i jest dziś jednym z najważniejszych filozofów amerykańskich młodego pokolenia. Jego mega-esej poświęcony teologii i metafizyce piękna oszałamia szerokością spojrzenia i bogactwem języka (Hart bywa zaliczany do grona najwybitniejszych stylistów współczesnej angielszczyzny). Tok myślenia Harta jest dwutorowy: rozważania stricte teologiczne o Dobru i Pięknie, nawiązujące szczególnie do myśli św. Grzegorza z Nyssy a z teologów współczesnych do von Baltahsara i Milbanka, przeplatają się nieustannie z krytyczną analizą filozofii Nietzschego, Heideggera, Derridy, Deleuze’a, Foucaulta i wielu innych tuzów nowożytnej filozofii. Rzecz jest niewątpliwie intrygująca, chwilami porywająca, z drugiej strony nie wiem, czy obrany przez Harta kierunek ma na dłuższą metę sens, czy w dzisiejszych czasach możliwy jest jeszcze jakikolwiek dialog chrześcijaństwa z modernizmem i postmodernizmem. Ostatniego słowa Hart jeszcze nie powiedział, na pewno warto mu kibicować.
Frances Yates “Sztuka pamięci”. Rzecz, na która natknąłem się szukając publikacji dotyczących renesansowego hermetyzmu. Niezwykłe studium poświęcone dziejom mnemotechniki od czasów antycznych po Renesans, połączone z prezentacją systemów filozoficznych myślicieli tak różnych jak Raymond Lullus czy Giordano Bruno. Lektura nie dla wszystkich, większą część nakładu należy spalić aby nie dostał się w niepowołane ręce a resztę trzymać w dziale prohibitów z pieczątką „Tylko dla zahartowanych chrześcijan”.
John Tillyard “Elizabethan world picture”. Krótka książka napisana przez historyka literatury, dobrego znajomego C.S. Lewisa. Rzecz o tym jak postrzegali świat Angole epoki elżbietańskiej i jak to ich postrzeganie odzwierciedlało się w prozie, poezji i malarstwie. Nicią przewodnią tej kultury była idea porządku mającego źródło w Bogu i manifestującego się w różnych hierarchiach ziemskich (hierarchia władzy, hierarchia istot żywych, hierarchia żywiołów itd.). W innych częściach Europy nie było inaczej, różnice leżały w sferze szczegółów, nie pryncypiów. Pomocne w zrozumieniu jak bardzo wizja świata naszych przodków różniła się od naszej.
Łukasz Orbitowski “Tracę ciepło”. Brawurowy początek, słabszy środek i zupełnie nieudana trzecia część. Krajowy mistrz horroru zamierzył sobie powieść szkatułkową ale niestety mu nie wyszło. Porażka ale wielka, bo pewne fragmenty tej powieści, szczególnie pierwszej części, którą na własny użytek ochrzciłem mianem „Niziurskiego noir”, to mistrzowska proza na najwyższym poziomie. Orbitowski ma przed sobą pisarska przyszłość.
. Na koniec mocne uderzenie w piersi: na półce wciąż czekają na swoją kolej tolkienowskie „Dzieci Hurina".