piątek, październik 24, 2008

O Denethorach naszych czasów

.

Ciekawym aspektem tolkienowskiej trylogii są postacie władców. Właściwie każdy z nich – pomijając Aragorna, który przez większą część książki ma status króla wyłacznie in potentio - jest władcą ułomnym. Elrond i Galadriela panują wprawdzie w swoich pięknych i spokojnych enklawach, jednak ich władza jest zbyt ograniczona terytorialnie i zbyt partykularna, ograniczona do społeczności elfów, aby wywierać jakiś znaczący wpływ na losy Śródziemia. Theoden, król Rohanu, truty przez Grimę który oplata siecią intryg całe jego królestwo, znajduje się w stanie, który nazwalibyśmy, w zależności od przekonań, acedią bądź depresją. Ale najciekawszą postacią jest bez wątpienia Denethor II, namiestnik tronu Gondoru. Dla nie znających trylogii krótkie wyjaśnienie: namiestnicy Gondoru byli pierwotnie doradcami królów, później ich ranga wzrosła, tak że namiestnik stał się kimś w rodzaju amerykańskiego wiceprezydenta. Z czasem funkcja ta zaczęła przechodzić z ojca na syna lub na najbliższego spadkobiercę. Kiedy bezdzietny król Eärnur zaginął i tym samym linia prawowitych królów Gondoru wygasła, władzę w kraju objęli namiestnicy. I choć każdy z nich ślubował, że będzie ją sprawował „w imieniu króla aż do jego powrotu”, to była to tylko pusta formułka. Denethor był właśnie ostatnim z namiestników rządzącym Gondorem.

Jednym z zadań powierzonych namiestnikom była opieka nad palantirem, cudownym, wykonanym przez elfy kryształem, umożliwiającym widzenie na odległość. Przez długie wieki palantir, przechowywany w Minas Tirith, stolicy Gondoru, nie był używany przez nikogo. Dopiero Denethor postanowił skorzystać z jego mocy aby poznać militarne plany Saurona, demonicznego władcy królestwa Mordoru, dążącego do opanowania całego Śródziemia. Palantir okazał się jednak artefaktem raczej niebezpiecznym niż pożytecznym. Choć Sauron nie potrafił zmusić palantira, aby ten pokazywał Denethorowi nieprawdę, zdołał uczynić go narzędziem rozpowszechniania fałszu i dezinformacji. Denethor widział więc w krysztale wydarzenia prawdziwe ale zmanipulowane i pokazane wyrywkowo, np. gdy dojrzał flotyllę okrętów, uznał że są to posiłki dla Saurona, podczas gdy w rzeczywistości eskadra statków przewoziła siły przybywającego z odsieczą Aragorna. Kontakt z palantirem i wiara, że to, co pokazuje kryształ jest prawdą, doprowadziły go do szaleństwa i zaślepienia, które uniemożliwiło mu rozpoznanie prawdziwego władcy. U schyłku życia Denethor nie wiedział pewnie nawet, dlaczego tkwi w uporze i jaki, prócz trwania przy pustym tronie królów, cel mu przyświeca. Jego życie dobiegło końca na stosie, który kazał sobie przygotować i na który wkroczył z palantirem w kurczowo zaciśniętych dłoniach.
.

.
Istnieje pewne podobieństwo wielu wybitnych współczesnych intelektualistów do nieszczęsnego namiestnika Gondoru, choć mało kto z nich zakończył życie samobójstwem. Myślę tu o postaciach tak różnych jak Philip Rieff, Leo Strauss, Ivan Illich, Emil Cioran, Jean Baudrillard, Owen Barfield, Theodore Dalrymple czy tzw. „tradycjonaliści integralni”. Ich przenikliwe spojrzenie na współczesność wydaje mi się nieraz głębsze i ciekawsze niż dywagacje licznych „chrześcijańskich intelektualistów". Jest coś fascynującego i godnego szacunku w diatrybach Rieffa skierowanych pod adresem cywilizacji terapeutycznej, która nie wierzy już w nic i jednoczesnej deklaracji, że nie ma on najmniejszego pojęcia, w co świat miałby wierzyć, wie tylko, że bez tej wiary świat zginie.

Trudno być prorokiem pozbawionym poczucia eschatologicznego a taka jest sytuacja wielu współczesnych Denethorów. Ludzie ci, nie mając przekonania, że historia posiada sens i ostateczny cel jakim jest Powrót Króla – to w ich imieniu Cioran napisał: melancholia to żal po innym świecie, nigdy jednak nie dowiedziałem się, po jakim - mogli tylko stawiać diagnozy nie proponując żadnego panaceum. Nie obwiniam ich za to, bo wiara w Króla, który powróci jest łaską i żadne rozumowe dowodzenie istnienia Boga tego nie zmieni. Wydaje mi się tylko, że wybitny, żywy i wrażliwy umysł jest rodzajem palantira, w którym, przy braku rozwagi a czasem i szczęścia, może zapanować Sauron naszego świata. Nietrudno wtedy zapomnieć, że prawda znajduje się poza palantirem i ulec pokusie samospalenia na stosie własnych wyobrażeń o tym, co jest prawdą. Pamiętajmy więc o słowach Gandalfa:

- Co tu się dzieje, Denethorze? – spytał Czarodziej. – Dom Umarłych nie jest miejscem dla żywych. Dlaczego twoi słudzy biją się wśród grobów, gdy pod bramą grodu toczy się rozstrzygająca walka?

.