poniedziałek, październik 27, 2008

Studyckie dywagacje o finąsach i cyklach Kondratiewa

.

Historia gospodarcza Europy a później Nowego Świata to historia stopniowej „alienacji” pieniądza od wartości materialnych, począwszy od wprowadzonych przez templariuszy czeków i obligacji komunalnych emitowanych przez średniowieczne włoskie miasta, przez porzucenie waluty kruszcowej na rzecz wymienialnych na złoto banknotów, po wynalezienie giełdowych kontraktów terminowych a później bardziej zaawansowanych instrumentów pochodnych. Wiele z tych instrumentów przyniosło ułatwienia w finansowaniu wytwórczości i handlu, przyczyniając się do wzrostu dobrobytu, jednak w pewnym momencie narzędzia finansowe generujące zobowiązania pieniężne stały się tak odległe od pierwotnej funkcji pieniądza, że ich istnienie stało się wręcz zagrożeniem dla stabilności monetarnej na świecie. Przykładem tego jest obecny kryzys finansowy zapoczątkowany na rynku pożyczek hipotecznych w USiech.

W Ameryce nie spłaca się obecnie około 2 milionów hipotek a średnia wartość domu wynosi 203 tys. $. Oznacza to, w dużym uproszczeniu, że złe kredyty (nie straty, bo część pieniędzy da się zapewne uratować) opiewają na sumę ponad 400 mld $. Gdyby te złe kredyty znalazły się po prostu w księgach banków również mielibyśmy do czynienia z kryzysem lecz jego skala byłaby mniejsza. Ale te kredyty udzielane w ramach popieranej przez rząd akcji afirmatywnej „Murzynom z Alabamy” były tylko pierwszym ogniwem piekielnego łańcuszka, który, w dużym uproszczeniu wyglądał tak:

kredyt dla „Murzyna z Alabamy” -->

obligacja, której zabezpieczeniem jest przyszła spłata takich kredytów przez dużą grupę „Murzynów z Alabamy” (tzw. sekurytyzacja) -->

derywat, czyli instrument finansowy a właściwie zakład na przyszłą cenę takiej obligacji, pozwalający na podejmowanie ryzyka w kwocie znacznie - nawet trzydziestokrotnie - przewyższającej nominał obligacji będącej przedmiotem zakładu (tzw. lewarowanie).

Tłumacząc bardziej łopatologicznie: jeżeli inwestor, którego rzeczywiste rezerwy finansowe pozwalają mu ponieść stratę w wysokości 100 mln $ inwestuje w produkty pochodne o nominale 1 miliarda $ to zakłada, że niekorzystna dla niego zmiana cen nie przekroczy 10% (1 milliard x 10% = 100 milionów $). A jeśli cena zmieni się o 30%? Posiadacz 100 milionów zostanie wezwany do zapłaty aż 300 milionów! Stąd, w dużym uproszczeniu wzięła się śniegowa kula narastających strat spowodowanych krachem na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych.

Tego typu biznes z piekła rodem jest, moim zdaniem, znakiem końca pewnej epoki w światowych finansach a pewnie i w światowej gospodarce. Rosyjski ekonomista Nikołaj Kondratiew, rozstrzelany w czasach czystek w 1938 roku, był pionierem badań nad długimi (45-60 lat) cyklami koniunktury. Jego, po dziś dzień kontrowersyjną, teorię rozwijał m.in. Josef Schumpeter zaś zainspirowany nią Braudel poszukiwał cyklów nawet dłuższych niż te, które opisywał Kondratiew.

Kondratiewowska teoria długich cyklów jest bardzo pobieżnie opisana w polskiej Wiki, kto poszukuje solidniejszego opisu niech zajrzy do artykułu w wersji angielskiej. Każdy tych z długich cyklów ma swoje źródło w jakiejś przełomowej innowacji w sferze gospodarki i dzieli się na cztery odcinki, od wiosny do zimy. Nie ma dziś zgody w jakiej fazie kolejnego długiego cyklu znajdujemy się dziś. Udam się więc do krainy spekulacji (ale tylko intelektualnej) proponując następująca hipotezę:

Wprowadzony w 1944 roku system walutowy Bretton Woods, nadał dolarowi – wymienialnemu na złoto w relacji 33 $ za uncję – rolę światowej superwaluty, której rezerwy gromadziły inne państwa. Gigantyczny zastrzyk tej superwaluty noszący nazwę „Planu Marshalla” został pod koniec lat 40 wyekspediowany w świat, przyczyniając się do boomu gospodarczego i kredytowego w wielu krajach. Narzucone przez system Breton Woods sztywne ramy fluktuacji kursów walut i odpowiedzialna polityka fiskalna największych gospodarek świata (np. w Niemczech istniał konstytucyjny nakaz ochrony waluty przed deprecjacją zaś masa pieniężna nie mogła przyrastać w tempie szybszym niż wzrost gospodarczy w danym roku) a także brak nadmiernie zaawansowanych instrumentów pochodnych, takich jak te opisane powyżej, pozwalały na stabilny rozwój gospodarczy wspierany przez stabilny pieniądz. Był to złoty okres – późna wiosna i lato – tego cyklu. Kiedy, z powodu rosnących dla Ameryki kosztów utrzymania stabilności systemu (spowodowanych stałym wzrostem wartości marki i jena) Amerykanie znieśli w roku 1971 wymienialność dolara na złoto, cały światowy system pieniężny stał się systemem pieniądza fiducjarnego czyli opartego wyłącznie na zaufaniu społecznym wyrażonym w akcie prawnym określającym, co jest w danym kraju „prawnym środkiem płatniczym”. Jednocześnie dekada lat 70 to początek dynamicznego rozwoju rynku derywatów finansowych. Paleta dostępnych produktów i obroty na rynku instrumentów pochodnych rosły w szybkim tempie, już w latach 80 przekraczając wolumen realnej wymiany walutowej na świecie. Przy czym coraz częściej przydarzały się kryzysy finansowe, związane z podejmowaniem coraz większych ryzyk inwestycyjnych z użyciem coraz bardziej wyszukanych produktów inżynierii finansowej. Niejaki profesor Bernanke, obecnie szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej, sporą część swojej kariery naukowej poświęcił badaniu na ile skuteczna może być polityka pieniężna banku centralnego w warunkach rozwoju coraz bardziej skomplikowanych instrumentów pochodnych. Wnioski, do których doszedł nie były optymistyczne a rzeczywistość, z jaką zetknął się jako szef FED, okazała się jeszcze gorsza.

Być może w roku 2008 znajdujemy się u schyłku długiego, zapoczątkowanego pod koniec lat czterdziestych cyklu, który charakteryzował się nadmierną kreacją pieniądza i zobowiązań finansowych w różnych formach. Róg obfitości okazał się w połowie pusty i chyba nadszedł czas aby przemyśleć, czy obecny system finansowy da się w ogóle utrzymać. Skala obecnego kryzysu jest tak wielka, że trudno oczekiwać ze strony rządów i banków centralnych kolejnej łagodnej reprymendy w stylu „my tu posprzątamy a wy chłopaki, bawcie się dalej”. Kiedy prezes Europejskiego Banku Centralnego otwarcie mówi o karygodnej chciwości liderów rynków finansowych i konieczności stworzenia czegoś na kształt nowego systemu Bretton Woods, to znaczy, że wiatr się zmienia. Ale czy powieje w dobrym kierunku, nie mam pojęcia.


.