niedziela, grudzień 07, 2008

Tęczowe natarcie w kraju reniferów

.

Chciałem napisać dłuższy tekst o skandalach homoseksualnych w Kościele prawosławnym w Finlandii ale z dwóch powodów zrezygnowałem. Po pierwsze, zrobili to już za mnie inni, chociażby grecki blog prawosławny Theoprovlitos tu i tu. Od informacji, które można tam znaleźć włos jeży się na głowie, ale przeczytać te wpisy warto a nawet trzeba, aby zdać sobie sprawę, jak daleko zaszły tam sprawy. Druga przyczyna jest natury ogólnej: trudno napisać coś odkrywczego w temacie, w którym wszystko zostało już powiedziane. Wiadomo, jaka jest pozycja Kościoła w kwestiach grzechu sodomii i jakie pociąga on za sobą konsekwencje kanoniczne, wiemy też z doświadczenia chrześcijan zachodnich, że homoseksualne lobby nie ustąpi i będzie żądało coraz większej akceptacji i tolerancji – a raczej tego, co jego członkowie rozumieją pod tymi terminami – w fińskim Kościele prawosławnym. W Finlandii rozpoczął się zatem mecz bez możliwości remisu.

Dlaczego atak homoseksualnego lobby na prawosławie ma miejsce właśnie w tym kraju? Zamiast przychodzących od razu do głowy, zwyczajowych narzekań na zgniły Zachód (który zresztą rzeczywiście jest zgniły), pragnę wskazać na pewien fakt, który, choć nie jest bezpośrednią przyczyną fińskiej tęczowej ofensywy, jednak, w mojej opinii, przyczynił się bardzo do stworzenia warunków, w których mogła ona zaistnieć. Otóż Autonomiczny Prawosławny Kościół Finlandii (istniejący w strukturach patriarchatu Konstantynopola) to jedyna prawosławna wspólnota na świecie, która do ustalenia daty Paschy używa paschalii gregoriańskiej. Oznacza to, że jego hierarchowie i wierni obchodzą Zmartwychwstanie Chrystusa w innym niż cały Kościół terminie. To tylko z pozoru błahostka. Kontrowersje paschalne towarzyszyły Kościołowi od początku jego istnienia i dopiero postanowienia I Soboru Powszechnego zdołały położyć im kres. Jedność w świętowaniu Paschy jest bowiem jednym z najważniejszych widzialnych znaków jedności kościelnej. Zmartwychwstanie Pańskie to święto świąt i niedziela niedziel, wszystkie inne niedziele w roku tylko rekapitulują ten jedyny, najświętszy i najważniejszy w roku dzień. Kto świętuje Paschę w inną niż cały Kościół niedzielę, ten w pewnym sensie godzi w jedność Ciała Chrystusa, niezależnie od tego, jak uzasadnia swoje postępowanie (a „ten świat” zawsze jest gotów dostarczyć mnóstwo ważnych uzasadnień i usprawiedliwień).

Nieprzestrzeganie wymogu jedności paschalnej ma paradoksalne skutki: grekokatolicy czy melchici, choć pozostają w jedności z Rzymem, nie obchodzą jednak Święta Świąt w jedności z nim, lecz z Kościołem prawosławnym. Wielkanoc „łacińska” nie jest ich Wielkanocą. Są więc z tego powodu bliżsi lub raczej mniej oddaleni od prawosławia. Ale i prawosławna Pascha świętowana w Finlandii, choćby odprawiono ją z zachowaniem wszystkich rubryk, nie jest Paschą w pełni prawosławną, lecz w pewien sposób schizmatycką, bo jej data wyznaczona jest w sprzeczności z kanonami soborowymi. Ktoś zaoponuje, że taki wymóg narzuca fińskie ustawodawstwo. To prawda, ale… Podporządkować się tej regulacji muszą tylko ci, którzy chcą mieć w tym post-luterańskim kraju status kościoła państwowego, czyli dostawać niemałą dotację z fińskiego budżetu. Kto nie chce, ten może świętować sobie Zmartwychwstanie Pańskie choćby w sierpniu, tyle że nie dostanie za to złamanego grosza zwanego dziś brzydko eurocentem. Czyżby więc fińscy prawosławni obawiali się, że nie zdołają się utrzymać bez pomocy państwa? W kraju, który ma jeden z najwyższych wskaźników PKB na głowę mieszkańca? A jeśli nie są w stanie utrzymać się bez państwowej kiesy to może czas, aby zastanowili się nad swoją wiarą albo zainteresowali się, w jaki sposób Kościół zdołał przetrwać w znacznie cięższych warunkach w krajach znacznie od Finlandii uboższych?

Lekceważenie Tradycji i wymogów kanonicznych może mieć daleko idące konsekwencje. Ignorując formę (kanoniczny sposób obliczania daty Paschy) i akcentując samą treść (w końcu chodzi o to, że świętujemy Zmartwychwstanie Pana, czyż nie?) łatwo przekształcić prawdziwą wiarę w amorficzny spirytualizm. W życiu duchowym pojawi się rysa, pęknięcie w murze, przez które wichry tego świata mogą różne rzeczy nawiać do środka. Dlatego uważam, że choć nie istnieje żaden niezbity dowód łączący przyjęcie przez prawosławnych w Finlandii niekanonicznej paschalii z pojawieniem się silnego homoseksualnego lobby w gronie tamtejszego duchowieństwa, to jednak nie można się dziwić, że właśnie tamtejszy Kościół okazał się słabym ogniwem w łańcuchu.

Autonomiczny Prawosławny Kościół Finlandii jest kanonicznie podporządkowany patriarchatowi Konstantynopola. Czas, aby patriarcha, który w ostatnich latach poświęcił dużo czasu na ingerencje w wewnętrzne sprawy innych patriarchatów, zajął się sprzątaniem na własnym podwórku. Inaczej za kilka, może kilkanaście lat z części fińskiego prawosławia wyłoni się mutant, który śmiało będziemy mogli nazwać Fińskim Kościołem Episkopalnym Tęczowych Ortodoksów.

---

Do moich 11 Czytelników: Wbrew pozorom ten wpis nie dotyczy kontrowersji kalendarzowej i dlatego będę wdzięczny, jeżeli w komentarzach, które być może się pojawią, nie będzie poruszana kwestia, który z kalendarzy liturgicznych (juliański czy gregoriański) jest lepszy.


.