wtorek, styczeń 29, 2008

Usłyszane w niedzielę

.

Wierzący to nie ten, kto wierzy, że Bóg jest wszechmogący, ale ten, kto wierzy, że Bóg może spełnić jego prośbę.

św. Jan Klimak



.

wtorek, styczeń 22, 2008

Kilka istotnych pytań z zakresu teologii moralnej

.


Drogi Czytelniku Studionu. Jeżeli zaglądasz tu regularnie, wiesz że tematyka teologiczna pojawia się na tym blogu stosunkowo często. Powiedziałbym nawet, że w okresie przedświątecznym zanotowano tu pewien nadmiar teologii. W tym roku na Studionie teologii będzie zdecydowanie mniej, w tym jednak wpisie proponuję, byśmy wspólnie zastanowili się nad trzema istotnymi kwestiami z dziedziny teologii moralnej.

Aby rozpocząć rozważania, potrzebna nam będzie szczypta dobrowolnego zawieszenia niewiary. Załóżmy zatem - co nie powinno być trudne - że lykantropia nie jest wyłącznie pojęciem zaczerpniętym z folklorystyki i antropologii zaś prawdziwy wampiryzm bywa czymś więcej niż ciężką postacią porfirii. Założenia dodatkowe to:

Istoty zwane potocznie wilkołakami i wąpierzami (wampirami) zajmują się głównie kąsaniem istot ludzkich w różne części ciała.

Osoba pokąsana przez te istoty zawsze staje się wilkołakiem lub wąpierzem.

Przemiana jest nieodwracalna i nieuleczalna.


Biorąc pod uwagę powyższe, teologia moralna stawia przed nami co najmniej trzy istotne problemy:

Czy można zabić kolegę, który na naszych oczach został pokąsany przez stworzenie ciemności? Pamiętajmy, że kolega, osobnik nam bliski i lubiany, za chwilę zamieni się w monstrum głodne ludzkiego mięsa i pierwsze co zrobi to wypruje flaki nam i naszym sąsiadom. Jeżeli uznamy, że można, to w jakim momencie należy to uczynić?

Czy można popełnić samobójstwo będąc samemu pokąsanym? Tu również nie ma łatwej odpowiedzi. Byłoby to samobójstwo aktem heroizmu czy też złamaniem przykazania? Na ile ważna jest tu intencja i okoliczności?

Jaka jest odpowiedzialność moralna wilkołaka lub wąpierza, który był kiedyś człowiekiem, za popełniane czyny?

Pytanie odrębne, niezwiązane ściśle z teologią moralną lecz równie frapujące brzmi: co dzieje się z duszą człowieka pokąsanego przez owe bestie? W końcu mamy tu do czynienia z wielka zagadką: pokąsany przestaje po pewnym czasie być człowiekiem. Co dzieje się w takim przypadku z duszą?

Sadzę, że te ważne pytanie nie znalazły jak dotąd godnego miejsca w obszarze refleksji teologów moralnych. Być może goście Studionu zdołają uczynić pierwszy krok. Epidemia lykantropii i wampiryzmu staje się powoli faktem, postarajmy się zatem stawić czoło nowym czasom i problemom, które niosą.


.

niedziela, styczeń 20, 2008

Zawsze na czasie

.

Matthew Arnold

Wybrzeże w Dover



Dziś w nocy morze zastygło w spokoju.
Pora przypływu; księżyc srebrzy wodę
Cieśniny; z brzegu Francji co pewien czas błyska
Latarnia i znów gaśnie; angielskie urwiska
Świecą masywem bieli nad cichą zatoką.
Podejdź do okna, wdychaj tę nocną pogodę!
Tylko od długiej granicy przyboju,
Gdzie z wypranym poświatą z barwy stromym lądem
Styka się morze, słychać — wsłuchaj się głęboko —
Szum żwiru, miotanego o brzeg i od nowa
W toń wleczonego fal powrotnym prądem,
Który znowu, zaledwie z pracą się uporał,
Wraca ponowną falą; i wolna, miarowa
Muzyka morza śpiewa wieczny smutku chorał.


Sofokles wieki temu
Słyszał ten smutek w Morza Egejskiego szumie
I w rytmie mętnej fali znalazł wzór systemu
Rządzącego chaosem
Ludzkiej doli; nam też coś podpowiedzieć umie
Północne morze swoim tak odległym głosem.


Ocean Wiary
W dawnych wiekach, wezbrany, brzegi kontynentów
Otulał swym nadmiarem jak jedwabna szata;
Dzisiaj słyszę jedynie
Smętny szum cofających się morskich odmętów,
Fali, która to ślepo runie, to odpłynie
W świście nocnego wiatru przez nagie obszary
Jałowych piasków i skał tego świata.



Bądźmy choć my oboje
Wierni sobie nawzajem, miła! bo przed nami
Z pozoru świetny, nowy, nęcący tęczami
Świat, gościnnie rozwarte marzenia podwoje —
Ale naprawdę troski, bóle, niepokoje,
Mrok bez światła miłości, jad w każdym pokarmie;
Na tej ciemnej równinie stoimy we dwoje
W szturmów, odwrotów dzikim, zmieszanym alarmie,
Gdy ścierają się wokół ślepe, wrogie armie.


.

poniedziałek, styczeń 14, 2008

Varia 14-I-2008

.

W ostatni piątek zajrzałem wieczorem do Empiku na Marszałkowskiej, skąd wyszedłem bogatszy o „coś, co nie wiem” (kto czytywał „Tytusy” powinien pamiętać ten zwrot) oraz nowy tom przygód komisarza Drwęckiego.

Kiedy szykowałem się już do wyjścia, w dziale czasopism dostrzegłem wydany przez „Krytykę Polityczną” przewodnik „po” Wilhelmie Sasnalu. Przyznam, że banalizm w sztuce nigdy mnie nie pociągał i całe, trwające od kilku lat, zamieszanie wokół Sasnala pozostawiło mnie obojętnym. Cóż z tego, że jest to najbardziej rozpoznawalny na świecie polski artysta, skoro to, co tworzy nie jest ani specjalnie piękne ani nowatorskie ani nawet obrazoburcze. Nie jest to też, wbrew niektórym opiniom, głos pokolenia, gdyż coś takiego - w mojej przynajmniej opinii - nie istnieje. Wypowiedzi artysty zamieszczone w „Przewodniku” też są jakby bezbarwne, pozbawione kłów i pazurów. Na okrasę mamy za to tekst wszechobecnego ostatnio w Polsce Żiżka o twórczości W.S.

Pani Studytowa zajmuje się czasem w ramach hobby projektowaniem wnętrz, stąd w naszym domu często pojawiają się numery „Villi”, „Werandy” czy „Domu i wnętrza”. W tych, burżuazyjnych par excellence pismach, Sasnal a raczej artykuły o nim i jego dziełach, pojawiają się coraz częściej. Tak oto następuje symbioza kawiorowej lewicy i nowej polskiej burżuazji. Bawią mnie tacy krytycy „systemu”, którzy stanowią jego część. Kiedyś przynajmniej mieli lepszy warsztat, Picasso naprawdę potrafił malować.

Najwygodniejszym miejscem dla konformisty jest nisza z napisem „nonkonformizm”. Dyskretnemu urokowi burżuazji niełatwo się oprzeć, o czym dobrze wiedział pewien stary Hiszpan.

Zajrzałem też do ostatniego numeru „Pro Fide, Rege et Lege”, z którego dmuchnęło mi w twarz solidną akademicką nudą. Jeszcze całkiem niedawno trafiały im się lepsze numery. Prawdziwym rodzynkiem à rebours okazało się wypracowanie prof. Artura Andrzejuka, ortodoksyjnego gogaczysty, poświęcone myśli Tomasza z Akwinu. Przytoczyłem swojego czasu na Studionie opinię wybitnego katolickiego teologa o absolutyzowaniu Akwinaty. Robienie z Tomasza jakiegoś ochrzczonego Arystotelesa i ignorowanie całkiem licznych w jego myśli wątków platońskich to, cytując pewnego dyskutanta z Forum Frondy, „obciach y żenada”. Badania nad filozofią średniowieczną posunęły się mocno do przodu choć, jak widać, nie wszędzie. Ale co zrobić, niektórzy tak bardzo kochają św. Arystotelesa, że aż im św. Platon przeszkadza. Artykuł prof. Andrzejuka to kolejny dowód słuszności tezy genialnego (Gomeza) Davili, że marksiści i tomiści mogliby się spokojnie wymienić personelami.

Tyle, drodzy czytelnicy Studionu, na początek roku. Zaczynam powoli wydobywać się z poświątecznego marazmu, co, mam nadzieję, zaowocuje większą ilością wpisów w bliskiej przyszłości.


.