wtorek, marzec 25, 2008

Yeats jako platonifikator

.

Czytam właśnie bardzo ciekawą książkę Nassima Taleba, niegdyś wybitnego tradera finansowych produktów pochodnych (zawodowo tez się o instrumenty pochodne ocieram, ostatnio nawet często) a obecnie głównie filozofa - epistemologa zajmującego się wpływem losowości i niepewności na życie jednostek i społeczeństw.

Taleb posługuje się terminem „platonifikacja”, nazywając tak nadmierną skłonność wielu ludzi do ujmowania świata w sztywne ramy pozornie wyjaśniających wszystko definicji i form. Taleb nie podważa potrzeby tworzenia kategorii, która wydaje się cechą immanentną ludzkiego umysłu, lecz krytykuje pokładanie nadmiernej wiary w moc kategoryzacji i opartych na niej zasad wnioskowania i postępowania. Formy, powiada Taleb, są potrzebne ale winniśmy pamiętać, że przynajmniej po tej stronie rzeczywistości, treść lubi się przelewać poza ich brzegi, choć niby formy większe są od treści.

Wydaje mi się, że „platonifikacja” może przybierać różne postacie. W sztuce bywa rodzajem artystycznego credo niektórych twórców. Weźmy choćby takiego Yeatsa. Przez jego poezję przewija się niczym złota nić fascynacja doskonałością formy i artystycznej kreacji, które górują nad zniszczalnością, przemijaniem i brzydotą rzeczy naturalnych. Widać tę niechęć we wczesnych wierszach:

Wszystkie rzeczy brzydkie, zepsute, stare i zniszczone,
Płacz dziecka obok drogi, wóz, który skrzypi i zgrzyta,
Ciężkie kroki oracza, co w błocie wiosennym tonie,
Krzywdzą twój obraz, który mi różą w sercu zakwita.

Ta krzywda rzeczy niekształtnych nie da się w słowa ująć,
Pragnę je stworzyć od nowa i siąść na zielonym wzgórzu,
Nad ziemią, niebem i wodą -- nowymi jak złota szkatuła
Na obraz twój z moich snów, który mi w sercu zakwita różą.

(Zakochany Mówi o Róży w Swoim Sercu)

W wierszach nieco późniejszych, szczególnie w zabawnych i nieco makabrycznych „Lalkach”:

W domu lalkarza lalka
Na kołyskę patrzy i sarka:
,,Toż to dla nas jawna zniewaga".
Lecz ta z lalek najbardziej pożyła,
Co tryumfy na estradach święciła,
Głosu podnieść się wcale nie wzdraga:
,,To miejsce złym nie jest, i basta,
Lecz to hańba, że ów mąż i niewiasta
Tutaj właśnie, na naszą sromotę,
Tę krzykliwą przywiedli istotę".
Gdy jej mąż się przeciągnął ospale,
Jego żona natychmiast się zlękła,
że usłyszał stłumione te żale,
I przy jego fotelu przyklękła.
Głowę wsparła na jego ramieniu
I do ucha szepnęła mu czule:
,,Och, mój drogi, najdroższy, kochany,
Przecież nic nie słyszałeś w ogóle".

(Lalki)


Najmocniej dochodzi do głosu w późnej, najdojrzalszej poezji Yeatsa, naznaczonej piętnem starości i choroby poety. Skoro nędzną rzeczą jest człowiek na starość, nie więcej niż łachmanem wiszącym na kiju to niewątpliwie lepiej stać się zabawką ze złota wykutą, która potrafi wyszydzać ptaki i płatki, całą tę gmatwaninę żywej krwi i błota. Świat idealnych, kunsztownych, niezniszczalnych, czasem hieratycznych rzeczy ze złota, jest wymarzonym rajem Yeatsa:

A kiedy za natury krainą już będę,
Nigdy formy z natury wziętej nie przybiorę,
Jak u greckich złotników, tak formę wyprzędę
Wplatających w emalię liść i złotą korę,

(Odjazd do Bizancjum)


Nie zgadzam się z Yeatsem i myślę, że złoty blask jest tylko odbiciem prawdziwego Blasku, które tak umiłowało prawdziwe, nie Yeatsowskie, Bizancjum w swojej sztuce i teologii. A jednak uwielbiam jego wiersze, właśnie z powodów formalnych. Facet, który tak pisał:

Mkną wierzchem na delfinach, na krwi, błocie żywym,
Nieprzeliczone duchy! Wstrzymują przypływy
Kuźnie, gdzie złoto kują złotnicy Cesarza!
Marmur posadzek tamę stwarza,
Która wstrzymuje furię, zgmatwanie i grozę,
Te wizje, z których nowe
Rodzi się wizji mrowie,
To delfinem rozdarte, gongiem bite morze.

(Bizancjum)

wielki jest i basta!

PS

Do Platona, jako filozofa, nic nie mam, wprost przeciwnie. Być może jestem nawet chrześcijańskim platonikiem, choć głowy bym nie dał, bo określenia tego typu na milę pachną… „platonifikacją”.

.

Ευαγγελισμός

.


.
Dziś zbawienia naszego początek i przedwiecznej tajemnicy objawienie:
Syn Boży staje się synem Panny i Gabriel dobrą wieść o łasce głosi.
Tak więc i my z nim Matce Bożej zawołajmy: zdrowaś, łaski pełna, Pan z Tobą.
.

środa, marzec 19, 2008

Wolność słowa

.


Ludzie domagają się wolności słowa jako rekompensaty za wolność myślenia, której rzadko używają.

Kierkegaard




.

wtorek, marzec 18, 2008

Wiecznaja pamiat

W niedzielę odszedł do Pana metropolita Ławr (Laurus), zwierzchnik Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Poza Granicami Rosji zwanego popularnie Cerkwią Zarubieżną. Był jednym z architektów pojednania z Patriarchatem Moskiewskim i duszpasterzem, który działając aktywnie w tym świecie był duchem nie z tego świata.

Urodzony w Ladimirovie na Słowacji w rodzinie łemkowskiej (lub, jak częściej mawia się w Ameryce, karpato-rusińskiej) od 11 roku życia przebywał w stanie mniszym. Więcej o życiu metropolity można przeczytać tutaj.

U Boga nie ma przypadków i dlatego sądzę, że nie przypadkiem Bóg powołał do Siebie władykę Ławra w niedzielę Triumfu Ortodoksji a czterdziesty dzień po jego śmierci wypadnie w Wielki Czwartek, dzień w którym wspominamy ustanowienie misterium Eucharystii i uniżenie Pana obmywającego nogi swoim uczniom.

Wiecznaja pamiat!

.

piątek, marzec 14, 2008

Refleksja bałkańska (2). Kosowo.

.
Filmowa relacja z wizyty serbskiej organizacji humanitarnej w serbskich enklawach w Kosowie i Metochii, zilustrowana piękną muzyką duetu Pirg
.
.
.
Znakomity artykuł o "serbofobii" autorstwa "insidera" - mieszkającego w Belgradzie irlandzkiego przedsiębiorcy Jonathana Davisa.
.
Rocznica "pogromów marcowych", które miały miejsce cztery lata temu w Kosowie.
.
Dla miłośników bałkańskiej muzyki nieco darmowych (pełny legal) plików mp3 z pieśniami czetników w wykonaniu znanego piesniarza serbskiej diaspory Milana - Mići Petrovića .
.

środa, marzec 12, 2008

Wystarczy

.



Cóż mamy czynić, Rabbuni, cóż mamy czynić?
Pięć tysięcy łaknących w pustkowiu –
a dwie jeno mamy ryby
a pięć jeno chlebów mamy?

Lecz Ty powiadasz: wystarczy -

Cóż czynić w czas nawiedzenia,
gdzie dla Ciebie tron, gdzie purpura?
Jeno oślica z oślątkiem
i pacholąt hosanny dźwięczne.

Lecz Ty powiadasz: wystarczy -

Kapłanie, kapłanie nasz wielki,
gdzie świątynia, gdzie złoto z kadzidłem?
Izba jeno czeka na Ciebie
i chleb na stole, i kielich.

Lecz Ty powiadasz: wystarczy -

Cóż mamy czynić, Rabbuni, cóż mamy czynić?
Ruszają na Ciebie z mieczami,
a my jeno dwa mamy miecze
i gorliwość śpieszną Piotrową.

Lecz Ty powiadasz: wystarczy -

A my – jeno płonność, rozterkę
i daremność porywów naszych
i udrękę win nie zmazanych
i oblicza płonące sromotą
i słabość bez kresu, bez miary.
Oto co przynosimy w darze
i w Twe ręce pokornie składamy.

Lecz Ty powiadasz: wystarczy -


Sergiusz Awierincew (1937-2004)


.

poniedziałek, marzec 10, 2008

Varia 10-III

.

Złodzieje, burżuje i parasole


Dawno temu, w zamierzchłych latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia w Wielkiej Brytanii istniał popularny test „denominacyjny” zwany też testem parasolowym. Był on bardzo prosty i sprowadzał się do jednego pytania: jeżeli w niedzielę zostawisz parasol w kościele katolickim lub metodystycznym i wrócisz po niego w następną niedzielę, to w którym z tych miejsc masz większą szansę na odnalezienie swojej zguby? Odpowiedź była oczywiście jasna: u metodystów, choć zwykle czyniono zastrzeżenie, że nie dotyczy to metodystów walijskich. Walijczycy, parszywe owce Brytanii, od zawsze wyróżniali się fantazją, odpornością na zbyt surowo pojmowany etos pracy i w ogóle pewnym typowym tylko dla nich instynktem negacji.

Co z tego wynika? Czy test parasolowy potwierdza oklepaną opinię o etycznej wyższości protestantów nad innymi chrześcijanami (nie oszukujmy się, gdyby zamiast katolickiego kościoła wstawić prawosławną cerkiew, wynik testu byłby identyczny). Sądzę, że ten test mówi coś zupełnie innego, wskazuje mianowicie, komu dalej a komu bliżej do prawdziwej wiary. Myśląc o testach typu „parasolowego” po raz kolejny przyznaję rację Wielkiemu Kolumbijczykowi, który napisał: złodziej żegnający się przed kradzieżą oburza purytanina. Ja rozpoznaję w nim brata.

Jednym ze znaków prawdziwego, albo jak pisze Kuehnelt-Leddihn, „starego” chrześcijaństwa jest fakt, iż jest ono wielkie. Tak wielkie, że potrafi przyciągnąć także grzeszników, a nawet przede wszystkim grzeszników. Kiedy zapytano o. Sergiusza Bułgakowa , czym jest Kościół, ten znany z niezwykle trudnych dzieł z pogranicza teologii i filozofii myśliciel odpowiedział po prostu: jest to wspólnota zbawiających się grzeszników.

Przy okazji można zastanowić się nad określeniami typu „dobry chrześcijanin” czy „porządny katolik/prawosławny/…” itp. Myślę, że w ogóle nie należy ich używać. Ideał jaki stawia przed nami Bóg jest tak wysoki i z założenia nieosiągalny (w sensie możliwości całkowitej realizacji), że wszelkie tego typu epitety po prostu mijają się z prawdą. Nigdy nie było i nie będzie na świecie „porządnego” albo „dobrego” chrześcijanina. Co więcej, bycie „porządnym” jest zwykle jedną z największych przeszkód na drodze do chrześcijańskiego życia.

Na zakończenie rzucam kolejny problem z dziedziny teologii moralnej: czy w przypadku nagłej zmiany pogody powinniśmy traktować parasol jako dobro prywatne czy też raczej kierować się zasadą „łap pierwszy z brzegu” i uciekać przed deszczem? Na pohybel burżuazji, drodzy Bracia i Siostry!


Nowy wspaniały świat


Wiele napisano o starciu cywilizacji i religii. Niektórzy (Huntington) dopatrują się w tym właśnie – a nie w starciach na płaszczyźnie gospodarczej – konflikcie, siły napędowej historii świata w XXI stuleciu. Tym, czego zwykle brakuje w takich teoriach, jest głębsza refleksja nad naturą religii, których konflikt ma kształtować nowe oblicze świata. Zazwyczaj pisze się po prostu o chrześcijaństwie i islamie, czasem pojawia się islam umiarkowany i radykalny, czasem wspomina się o różnych chrześcijańskich denominacjach. Komentatorom umyka istota problemu. Religie niewątpliwie pozostają między sobą w mniejszym czy większym konflikcie, mają jednak wspólnego, niezwykle potężnego wroga. Na imię mu sekularyzacja.

Współcześnie ożywienie religijne związane jest bowiem z obniżeniem jakości wiary. Jeżeli dawne struktury polityczne i społeczne sprzyjały monopolizacji religijnej (religie państwowe, różne sojusze tronów i ołtarzy) to dziś mamy do czynienia z agresywnym wtargnięciem zasad wolnego rynku do świata religii. Tam, gdzie pojawia się niwelujący sekularyzm, główne nurty chrześcijaństwa i islamu reagują tworząc swoje wersje czegoś, co można określić mianem Health and Wealth Theology. Ożywienie religijne odbywa się kosztem pozbawienia danej religii kłów i pazurów. Zamiast wiary, która zawsze jest trudna, mamy różne wersje „budowania osobowości” opakowane w religijną retorykę. „Bóg pragnie byś odniósł sukces” głoszą specjaliści od tej nowej religii przebranej za chrześcijaństwo i w coraz większym stopniu za islam.

Niektórzy cieszą się z takiego stanu rzeczy, wskazując na dobroczynne efekty łagodzenia fundamentalizmu i modyfikacji wymogów religijnych (czyt. produktu) do duchowych potrzeb wyznawców (czyt. klientów). Ja jednak obawiam się takich horyzontalnych tendencji. Wskazują one bowiem, że to, co nazywa się współcześnie religią jest w rzeczywistości jej brakiem, pustą skorupą wyżartą od środka przez robaki. Na pustych ołtarzach, jak pisał Juenger, zamieszkują demony i tylko patrzeć jak postanowią wybrać się na spacer. Dlatego współczesne wrzenie religijne nie powinno nas specjalnie cieszyć.



O Willu, który pisać nie lubił


Tajemnicza osoba Williama Szekspira od dawna budzi zainteresowanie historyków i literaturoznawców. Jak to możliwe, że największy dramaturg wszechczasów, człowiek, który wycisnął wszystko co się da z najgorszego z rodzajów literackich (Pan Studyta jest gorącym zwolennikiem tezy o niższości dramatu względem epiki i liryki, jednak nie dotyczy to dzieł Szekspira), właściwie nie pozostawił po sobie śladów w historii? Nie istnieją żadne manuskrypty, które przypisać można panu WS, brak korespondencji i istotnych wzmianek o jego osobie w pismach współczesnych mu Anglików, wszystko co mamy to garść – bodajże sześć - podpisów nagryzmolonych nienawykłą do pióra ręką.

Od dawna skłaniam się ku poglądom szekspirowskich rewizjonistów, szczególnie tych, którzy są zdania, że autorem dzieł Szekspira jest 17-ty earl Oksfordu, hrabia Edward de Vere. Każdy, kto chce podrążyć tę sprawę sam powinien zajrzeć na szekspirowską stronę amerykańskiego publicysty Jo Sobrana a także na strony Shakespeare-Oxford Society i The De Vere Society. Przyjemnej lektury.



.