Mapy
.
W pewnym Cesarstwie Sztuka Kartografii osiągnęła taką doskonałość,
że mapa jednej tylko prowincji zajmowała całe Miasto (Borges)
Weź płaski arkusz mapy, globus in plano, i ujrzysz tu Wschód tam zaś Zachód, tak odległe od siebie, jak tylko odległe mogą być dwa punkty. Wystarczy jednak przekształcić płaszczyznę mapy w krągłość globu (…) i oto Wschód i Zachód zetkną się i staną jednym. Uznaj więc i życie człowieka za taki krąg: prochem jesteś i w proch się obrócisz, nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. W tym kręgu dwa punkty – łono i grób – stykają się i stają jednym i jeden tylko krok wystarczy by przejść z jednego do drugiego (z kazania Johna Donne’a na psalm 89)
Mój dziadek po mieczu był za młodu marynarzem. Studiował w Akademii Morskiej w Gdyni i wziął udział w rejsie „Daru Pomorza” dookoła przylądka Horn w 1937 roku. Koledzy przezywali go Foka, gdyż znakomicie pływał, jednak jego dobrze zapowiadającą się karierę morską przerwała wojna a później poważna choroba nerek. Mimo to dziadek zachował więzi z morzem, pracując niemal do końca życia w Ministerstwie Żeglugi. Odwiedzając go w jego mieszkaniu przy Marszałkowskiej lubiłem zaglądać do niewielkiej służbówki, w której centralne miejsce zajmowała szafa z książkami. Wygrzebałem z niej pierwsze książki o tematyce marynistycznej, napisane przez Georgesa Blonda „Atlantyk” i „Pacyfik” (a także stare numery Playboya), jednak najbardziej interesowały mnie wielkie, oprawione w czarną skórę - teraz wiem, że był to skaj - woluminy spoczywające na dolnej półce dziadkowej biblioteczki. Wyobrażałem sobie, że tak właśnie wyglądały średniowieczne, iluminowane przez kopistów księgi. W rzeczywistości te czarne woluminy były atlasami świata. Były tam atlasy starsze, gdzie na mapie Afryki widniały jeszcze takie miejsca jak Francuska Afryka Równikowa i Tanganika i nowsze, odzwierciedlające geografię polityczną świata po „Roku Afryki”. Chyba wtedy, podczas wizyt u dziadka zaczęła się moja fascynacja mapami.
Z początku znajdowałem przyjemność we wkuwaniu nazw rzek, łańcuchów górskich i pustyń. Przykład dał kolega z klasy (później dwukrotny szachowy mistrz Warszawy juniorów, dziś sympatyczny abnegat i namiętny autostopowicz), który znał na pamięć niemal całą geografię fizyczną Eurazji. W tamtym czasie potrafiliśmy z pamięci wymienić najwyższy szczyt w górach Kun-Lun albo określić, na jakiej szerokości geograficznej znajduje się południowy grzbiet Gór Stanowych. Wkrótce zamiłowanie do map przybrało inną postać. Wciągnęła mnie literatura fantasy. Odkryłem „Hobbita” a później trylogię Tolkiena, opatrzone mapami fikcyjnego świata. Wraz z kolegą stworzyliśmy wielką mapę świata zwanego Trójrzeczem, który – nietrudno się domyślić – zainspirowany był tolkienowskim Śródziemiem. Mam ją po dziś dzień, schowaną gdzieś w domowym Archiwum Rzeczy Ważnych i Niepotrzebnych.
Spędzałem wtedy sporo czasu rysując mapy fikcyjnych lądów a pojawieniu się każdej nowej mapy towarzyszyła opowieść. Każdy szczegół mapy mógł stać się zaczątkiem interesującej historii i odwrotnie, niemal każda historia przybierała postać kolejnego kawałka kartograficznej mozaiki. Z czasem zrozumiałem, że mapy i opowieści są ze sobą związane. Mapa jest abstrakcyjnym przedstawieniem rzeczywistości. W pewnym sensie jest najprostszą formą symbolu. W odróżnieniu od symboli „wyższych”, takich jak ikona czy krzyż, mapa nie posiada ścisłej więzi z tym, co przedstawia, brak jej elementu partycypacji w rzeczywistości, którą odwzorowuje. Ale jej urok polega właśnie na umowności i nieprzystawalności do przedstawianego terytorium: nawet najdokładniejsza albo najpiękniejsza mapa jest tylko krzywym odbiciem rzeczywistości, cieniem i echem tego, co realne.
Mapy bywają tak różne, jak opowieści. Trzynastowieczna mapa z Psałterza Londyńskiego, z Jeruzalem w centrum świata jest równie prawdziwa, co mapa polityczna świata z roku 2008, jednak przekazują one zupełnie inne prawdy.

Mapy fascynują i inspirują. Borges poświęcił im dwa teksty. Pierwszy, miniaturka „O ścisłości w nauce” (Neil Gaiman sparafrazował ją, a może po prostu popełnił plagiat, we wstępie do tomu opowiadań „Rzeczy ulotne”) opowiada o stworzonej na rozkaz pewnego władcy mapie Cesarstwa odpowiadającej temu Cesarstwu rozmiarem i pokrywającej się z nim w każdym punkcie. To kalkowanie świata kończy się tragicznie, bo mapa pokrywająca się z rzeczywistością nie jest nikomu potrzebna. Po latach z mapy doskonałej, zniszczonej przez słońce, wiatry i deszcze, pozostają tylko ruiny mapy, które wiatr goni po Pustyniach Zachodu.
Mapa pojawia się też w eseju „Ukryta magia w Don Kichocie”. Borges odwołuje się tam do paradoksu sformułowanego przez amerykańskiego filozofa Josiaha Royce’a, który zwrócił uwagę, że nawet, gdyby udało się stworzyć idealną pod względem dokładności mapę Anglii, która zajęłaby jakiś skrawek angielskiego terytorium, to na tej mapie zabrakłoby jednego obiektu: samej mapy. Dlatego konieczne byłoby dodanie do mapy wizerunku mapy, ale i ten wizerunek musiałby zawierać w sobie wizerunek mapy i tak bez końca. Zatem to, co udało się kartografom Cesarza – absolutne, kartograficzne mimesis świata realnego - jest w rzeczywistości zadaniem niemożliwym do wykonania.
A jednak mapa może być czymś więcej niż prostym symbolem. Mapa to próba powiedzenia czegoś o rzeczywistości, jest więc historią, tyle, że opowiedzianą za pomocą specyficznych środków. Każdy człowiek jest kreślarzem takich map. Historie jakie opowiadamy innym i historie, które słyszmy tylko w swoim sercu, to mapy budujące w nas obraz rzeczywistości i wskazujące drogi, którymi możemy w tej rzeczywistości wędrować. Potrzebujemy opowieści, symboli, metafor i map, aby nie zgubić się w chaosie ciągle zmieniającego się świata, aby ten świat oswoić i uczynić znośniejszym. Ale musimy też pamiętać, że mapy i opowieści mają wspólne cechy: niedoskonałość i umowność. Czasem trzeba przyznać, że nasza mapa jest fałszywa, że opowieść, którą nam opowiedziano, lub którą snuliśmy sami, zwiodła nas na manowce, że nasze oczy zawodzą nawet w świetle dnia a doktryny i filozofie, którymi się kierujemy, są nic nie warte. Nie zawsze jest to złe. Kiedy opuszczamy terytorium, znane nam z mapy i wkraczamy do terra incognita, mamy szansę, aby oddać się w opiekę Prawdziwego Kartografa. Nawet fałszywa mapa może stać się źródłem łaski i drogą do prawdziwej Opowieści.

.




