.4.Można jednak spytać, co z zapałem rygorystów, co z ich zaangażowaniem w metafizyczną walkę po stronie Dobra? Czy ta gorliwość nie jest znakiem sprzeciwu wobec panoszącej się obojętności bądź przyzwolenia na grzech? Czy nie są oni naśladowcami Jana Chrzciciela, głosem wołającego na pustyni? I czy nie jest tak, że sprzeciw wobec rygorystów to głos Kościoła ułomnego, który, jak pisał kiedyś
Esthel „zapamiętał tylko Kazanie na Górze i Hymn o Miłości”?
Na to pytanie nie ma łatwej odpowiedzi. Warto jednak zauważyć, jak wiele łączy mentalność rygorystyczną z wielkimi herezjami, które w przeszłości wstrząsały życiem Kościoła. Montaniści, donatyści i [
tu wpisz dowolnych innych –istów] tez byli przekonani, że są wojownikami i męczennikami dla Chrystusa a także, że wszyscy prócz nich tkwią w błędzie.
Swojego czasu natknąłem się na niezwykłe słowa św. Izaaka Syryjczyka:
Ktoś, kto uchodzi wśród ludzi za gorliwego obrońcę prawdy, sam nie zasmakował jeszcze prawdy. Gdyby bowiem poznał jej smak, porzuciłby swoją dotychczasową gorliwość.Czy takie słowa, sformułowane przez człowieka, który, zanim został eremitą pełnił posługę biskupią, nie są deklaracją relatywisty? Z pewnością nie, ale żeby się o tym przekonać, żeby dotrzeć do sedna myśli biskupa asyryjskiej Niniwy, należy przyjrzeć się najpierw pewnym cechom duchowości rygorystycznej. Wydaje mi się, że cechujący zdecydowaną większość rygorystów zapał ma podłoże cielesne. Używam przy tym słowa „ciało” w znaczeniu, jakie nadaje mu św. Paweł w 8 rozdziale Listu do Rzymian, nie jako „upadłą materię” lecz jako zbiór naszych cielesnych i duchowych popędów i namiętności. Namiętności tak rozumianego ciała może być bardzo wiele, od najprostszych, jak obżarstwo czy opilstwo po wysublimowane, dotyczące wyłącznie sfery ducha czy umysłu. Ich sednem jest zawsze
filautia – umiłowanie siebie. Gorliwośc rygorystyczna jawi mi się jako jedna z takich chorób.
Oczywiście gorliwość dla Chrystusa i Kościoła to rzecz wspaniała i pożądana, jednak prawdziwa gorliwość jest czymś zupełnie innym od gorliwości mającej źródło w namiętnościach duszy. Gorliwość „cielesna” zawsze posiada w sobie element samozadowolenia i samousprawiedliwienia, dzięki któremu gorliwiec przekonany jest o własnej słuszności a nawet wyższości wobec „relatywistów” i „miłosierników”. Z kolei prawdziwa gorliwość nie ma innego celu niż jedność z Bogiem i nie jest skierowana przeciwko niczemu, prócz własnych grzechów człowieka. Prawdziwa gorliwość jest ukryta przed zgiełkiem tego świata i wolna od hipokryzji, gorliwość rygorysty jest hałaśliwa i zazwyczaj nie pozbawiona hipokryzji. Gorliwość taka zyskuje spełnienie w formie napływających fal duchowej adrenaliny. Jest to w gruncie rzeczy duchowość młodzieńcza, może nawet duchowość nastolatka przechodzącego okres burzy i naporu, zatrwożonego brakiem wrażliwości u dorosłych, którzy zdają się nie dostrzegać bolączek trapiących świat, które on nie tylko widzi ale także wie, jak im zaradzić. I tak jak człowiek wyrasta a przynajmniej powinien wyrosnąć z młodzieńczości, tak też rygorysta powinien z czasem przestać być rygorystą.
Nie chodzi tu o ignorowanie Prawdy czy jej relatywizowanie. Raczej o zmianę metod, bo ten, kto rzeczywiście posmakował Prawdy, wie że wojowniczym pokrzykiwaniem w jej imieniu może jej tylko zaszkodzić. Nie należy trzymać się kurczowo idei i reguł, nawet tych, które uznajemy za najsłuszniejsze i zgodne z Bożą wolą. Kurczowy chwyt jest przejawem lęku, trzymając się kurczowo idei trzymamy się w gruncie rzeczy swoich zamków na piasku, które zastępują nam osobową Prawdę jaką jest Chrystus, Prawdę której w gruncie rzeczy się obawiamy, gdyż tylko w jej świetle możemy ujrzeć mrok, jaki skrywają ludzkie serca. To, co ważne, realizuje się w delikatnym dotyku, muśnięciu dłoni, cicho wypowiedzianym słowie. Jak mówił
św. Serafin z Sarowa: „zachowaj ducha pokoju, a wokół ciebie zbawią się tysiące”. Ojcowie Pustyni powiadali, że są tylko dwie cechy chrześcijańskiego życia, których demony nie potrafią naśladować i wykoślawić: pokora i miłosierdzie. I tylko ktoś wydoskonalony w tych cnotach może powiedzieć nam coś istotnego o chrześcijańskim życiu.
Nawet kiedy wyrażamy jasno nauczanie Kościoła w jakiejś dziedzinie, pamiętajmy, że Kościół naucza przede wszystkim o Miłości, która wykracza i przekracza sztywne sformułowania moralności zaś Bóg jest zawsze gotów pospieszyć na pomoc człowiekowi i tylko do niego należy ostateczny osąd.
5.
W jaki sposób można zdobyć ten spokój ducha? Wydaje się, że poza powołaniem monastycznym, które z istoty rzeczy dotyczy niewielu osób, jest to bardzo trudne. Dochodzimy tu do sfery praktyki, gdzie nie czuję się na siłach udzielać komukolwiek jakichkolwiek porad duchowych.
Gdybym jednak miał pokusić się o jakąś radę to wskazałbym na wrażliwość na małe rzeczy i małe wydarzenia. Ten, kto stara się słuchać i zachowywać słowa dotyczące małych spraw i małych tradycji, jest lepiej przygotowany do słuchania i zachowywania słów Boga. Kto szanuje i zna rzeczy, które dał mu Bóg, potrafi także szanować siebie i innych ludzi. Kto uczy córkę piec ciasto według przepisu prababki, ten w pewnym sensie dokonuje preewangelizacji lepszej niż pokazując jej DVD z historiami biblijnymi. Innymi słowy chodzi o skupienie się na sprawach i rzeczach małych.
Ma rację Szczepan Twardoch opatrując swoje impresje o rzeczach codziennych wspólnym tytułem
"wszystko jest literaturą". Ale te rzeczy są nie tylko literaturą ale czymś znacznie większym. Są to znaki, którymi przemawia do nas Bóg, dryfujące po morzu życia butelki z ważną wiadomością, skierowaną do każdego z nas. Wypalone w spokoju cygaro, spacer o zmroku, wosk zastygający na dopalającej się świecy, stara książka, wieczorna rozmowa, cisza po nabożeństwie, oddech śpiącego dziecka, zmęczenie na szczycie zdobytej góry - w takich drobnostkach odnaleźć można pokój, spokój i ciszę a Chrystus, jak mówią bizantyjskie modlitwy, jest Królem Ciszy.
Kończąc, znów zacytuję św. Izaaka:
milczenie jest mową przyszłego świata.
.