Hellenika – zamieszki
.

Tragiczny w skutkach strzał policjanta, który padł w ateńskiej dzielnicy o pięknej nazwie Exarchia pozbawiając życia greckiego nastolatka, spowodował potężny wybuch greckiej beczki prochu. Wiele napisano o przyczynach tych zamieszek: wskazywano na nieudolność greckiej klasy rządzącej niezależnie od tego, po której stronie centrum plasują się aktualnie rządzący, na słabość europejskiej unii gospodarczo-walutowej, w ramach której współistnieją kraje o skrajnie odmiennym potencjale gospodarczym, co w czasach napięć powoduje pękanie słabszych ogniw (Grecja, wkrótce Hiszpania). Niektórzy komentatorzy doszukują się w greckich zamieszkach pierwszych sygnałów powrotu do odległych o kilka dziesięcioleci czasów, kiedy na ulicach rządzili tupamaros a terroryści-kidnaperzy zajmowali się głównie porywaniem i zabijaniem wpływowych osobistości politycznych.
Warto jednak spojrzeć na to, co dzieje się w Grecji, z perspektywy historycznej. Problem greckiej tożsamości narodowej i co za tym idzie stosunku Greków do własnej państwowości jest bowiem bardzo zawikłany. Jest to tożsamośc w dużej mierze antynomiczna, co skutkuje wielkim napięciem towarzyszącym greckiemu życiu politycznemu.
Z jednej strony duża część Greków jeszcze całkiem niedawno, bo jakieś sto lat temu uważała się za Rzymian, spadkobierców tradycji Cesarstwa Rzymskiego trwającego w Bizancjum. Arnold Toynbee pisze w „Cywilizacji w czasie próby", że greccy chłopi anatolijscy nie potrafili określić się inaczej niż jako Romaioi – czyli Rzymianie. Nosicielem tej tradycji, nowej formy rzymskiego uniwersalizmu był oczywiście Kościół prawosławny. Z drugiej strony mamy równoległy nurt „helleński", którego zwolennicy twierdzą, że Grecy współcześni są spadkobiercami Grecji antycznej i w niej powinni poszukiwać fundamentu duchowego. Pierwsze starcie tych dwóch tendencji miało miejsce w Bizancjum w XIV wieku. Mało kto ma pojęcie o filozofii (nie teologii!) bizantyjskiej, na polski przekład wciąż czekają (i pewnie się nie doczekają) fundamentalne prace Vassilisa Tatakisa „Filozofia bizantyjska” oraz „Filozofia chrześcijańska w tradycji patrystycznej i bizantyjskiej”. A przecież Bizantyjczycy w XIV wieku mieli swój, mocno zaawansowany prąd renesansowy w kulturze, którego główną postacią był założyciel Akademii Florenckiej, wybitny platonista i filohellen Gemisthos Plethon, jeden z pierwszych Bizantyjczyków posługujących się w sposób bliski nowożytnemu pojęciem greckości – hellenizmu.
Kościół wziął jednak górę a pół wieku później upadło Polis a z nim resztki cesarstwa, skutkiem czego przez długie wieki specyficzna tożsamość rzymsko-chrześcijańska, chroniona przez Kościół – który był wtedy de facto podziemnym państwem greckim - wydawała się nie mieć konkurencji. Na pozór, bo wielu Greków z konieczności pobierało nauki w zachodniej Europie. W każdym razie kościelny monopol na grecka tożsamość zaczął chwiać się w posadach wraz z wyzwoleniem się spod jarzma tureckiego. W 1833 roku zainstalowano w Grecji monarchię z dynastii bawarskiej zaś partia oświeconych nacjonalistów pod wodzą arystokratów z Korfu, braci Kapodistriasów, i wspierana przez oświeceniowo-liberalną myśl Adamantiosa Koraisa (twórcy katherevousy, greki „oczyszczonej” będącej do 1976 roku językiem urzędowym w Grecji) a później ich polityczni i intelektualni spadkobiercy znów zaczęli lansować nurt helleński. „Helleniści" byli zwolennikami modernizacji, Oświecenia i nacjonalizmu w nowoczesnym rozumieniu. To oni stworzyli nowożytną państwowość grecką. Ale mit helleński ma korzenie pogańskie, podczas gdy przetworzona w państwie bizantyjskim „rzymskość" – chrześcijańskie. I choć konstytucja grecka zaczyna się od liturgicznej doksologii Chwała Świętej, Jednoistotnej, Niepodzielnej i Życiodajnej Trójcy, prezydent przysięga na Ewangelię a księża dostają pensje od państwa (model narzucony za zgodą mocarstw zachodnich przez dynastię niemiecką) to od początku istnienia współczesnej Grecji trwa tam duchowy konflikt między dwoma trudnymi do pogodzenia koncepcjami greckości. Dodajmy do tego kilkaset lat życia pod tureckim jarzmem i odziedziczony po otomańskim porządku niebywale mocny polityczny klientelizm. Przypomnijmy sobie, że „zbieranie ziem greckich” trwało dobrze ponad sto lat a Grecy pontyjscy, anatolijscy, macedońscy, wołoscy, jońscy, egipscy, dodekanejscy i kreteńscy to ludzie bardzo ale to bardzo różni i nieraz spoglądający na siebie spode łba. Dorzućmy fakt, że narzucenie niezrozumiałej dla większości mieszkańców kraju urzędowej katharevousy – sztucznej syntezy antycznej i późnobizantyjskiej greki - doprowadziło w Grecji do klasycznej dyglosji, skutkiem której znaczna część społeczeństwa żyła w rzeczywistości pozbawionej odniesienia do posługującej się tajemniczym językiem machiny prawno-państwowej. Suma wszystkich tych czynników sprawiła, że państwo greckie jest, jakie jest a Grecy są jednym z najbardziej nieufnych i niechętnych instytucjom państwowym narodów w Europie. Dlatego nie doszukiwałbym się w greckich zamieszkach zwiastunów podnoszenia głów przez radykalną lewicową hydrę. To przede wszystkim Grecja i opisana przez Kazantzakisa w jednej z jego powieści grecka zapalczywość.
.
Warto jednak spojrzeć na to, co dzieje się w Grecji, z perspektywy historycznej. Problem greckiej tożsamości narodowej i co za tym idzie stosunku Greków do własnej państwowości jest bowiem bardzo zawikłany. Jest to tożsamośc w dużej mierze antynomiczna, co skutkuje wielkim napięciem towarzyszącym greckiemu życiu politycznemu.
Z jednej strony duża część Greków jeszcze całkiem niedawno, bo jakieś sto lat temu uważała się za Rzymian, spadkobierców tradycji Cesarstwa Rzymskiego trwającego w Bizancjum. Arnold Toynbee pisze w „Cywilizacji w czasie próby", że greccy chłopi anatolijscy nie potrafili określić się inaczej niż jako Romaioi – czyli Rzymianie. Nosicielem tej tradycji, nowej formy rzymskiego uniwersalizmu był oczywiście Kościół prawosławny. Z drugiej strony mamy równoległy nurt „helleński", którego zwolennicy twierdzą, że Grecy współcześni są spadkobiercami Grecji antycznej i w niej powinni poszukiwać fundamentu duchowego. Pierwsze starcie tych dwóch tendencji miało miejsce w Bizancjum w XIV wieku. Mało kto ma pojęcie o filozofii (nie teologii!) bizantyjskiej, na polski przekład wciąż czekają (i pewnie się nie doczekają) fundamentalne prace Vassilisa Tatakisa „Filozofia bizantyjska” oraz „Filozofia chrześcijańska w tradycji patrystycznej i bizantyjskiej”. A przecież Bizantyjczycy w XIV wieku mieli swój, mocno zaawansowany prąd renesansowy w kulturze, którego główną postacią był założyciel Akademii Florenckiej, wybitny platonista i filohellen Gemisthos Plethon, jeden z pierwszych Bizantyjczyków posługujących się w sposób bliski nowożytnemu pojęciem greckości – hellenizmu.
Kościół wziął jednak górę a pół wieku później upadło Polis a z nim resztki cesarstwa, skutkiem czego przez długie wieki specyficzna tożsamość rzymsko-chrześcijańska, chroniona przez Kościół – który był wtedy de facto podziemnym państwem greckim - wydawała się nie mieć konkurencji. Na pozór, bo wielu Greków z konieczności pobierało nauki w zachodniej Europie. W każdym razie kościelny monopol na grecka tożsamość zaczął chwiać się w posadach wraz z wyzwoleniem się spod jarzma tureckiego. W 1833 roku zainstalowano w Grecji monarchię z dynastii bawarskiej zaś partia oświeconych nacjonalistów pod wodzą arystokratów z Korfu, braci Kapodistriasów, i wspierana przez oświeceniowo-liberalną myśl Adamantiosa Koraisa (twórcy katherevousy, greki „oczyszczonej” będącej do 1976 roku językiem urzędowym w Grecji) a później ich polityczni i intelektualni spadkobiercy znów zaczęli lansować nurt helleński. „Helleniści" byli zwolennikami modernizacji, Oświecenia i nacjonalizmu w nowoczesnym rozumieniu. To oni stworzyli nowożytną państwowość grecką. Ale mit helleński ma korzenie pogańskie, podczas gdy przetworzona w państwie bizantyjskim „rzymskość" – chrześcijańskie. I choć konstytucja grecka zaczyna się od liturgicznej doksologii Chwała Świętej, Jednoistotnej, Niepodzielnej i Życiodajnej Trójcy, prezydent przysięga na Ewangelię a księża dostają pensje od państwa (model narzucony za zgodą mocarstw zachodnich przez dynastię niemiecką) to od początku istnienia współczesnej Grecji trwa tam duchowy konflikt między dwoma trudnymi do pogodzenia koncepcjami greckości. Dodajmy do tego kilkaset lat życia pod tureckim jarzmem i odziedziczony po otomańskim porządku niebywale mocny polityczny klientelizm. Przypomnijmy sobie, że „zbieranie ziem greckich” trwało dobrze ponad sto lat a Grecy pontyjscy, anatolijscy, macedońscy, wołoscy, jońscy, egipscy, dodekanejscy i kreteńscy to ludzie bardzo ale to bardzo różni i nieraz spoglądający na siebie spode łba. Dorzućmy fakt, że narzucenie niezrozumiałej dla większości mieszkańców kraju urzędowej katharevousy – sztucznej syntezy antycznej i późnobizantyjskiej greki - doprowadziło w Grecji do klasycznej dyglosji, skutkiem której znaczna część społeczeństwa żyła w rzeczywistości pozbawionej odniesienia do posługującej się tajemniczym językiem machiny prawno-państwowej. Suma wszystkich tych czynników sprawiła, że państwo greckie jest, jakie jest a Grecy są jednym z najbardziej nieufnych i niechętnych instytucjom państwowym narodów w Europie. Dlatego nie doszukiwałbym się w greckich zamieszkach zwiastunów podnoszenia głów przez radykalną lewicową hydrę. To przede wszystkim Grecja i opisana przez Kazantzakisa w jednej z jego powieści grecka zapalczywość.
.



