Na całej połaci śnieg…
Liczyłem na porządną śnieżycę. Wczoraj wieczorem nad Warszawą rozpadał się śnieg i powiało mocno. Żona i córki poszły wcześnie spać a ja, pozostawiwszy w mieszkaniu tylko jedną zapaloną lampkę, długo wpatrywałem się w szalejący za oknem taniec białych płatków. Mogę tak patrzeć na śnieg przez dwie, trzy godziny, odwiedzając w myślach Śródziemie i Hogwart albo rozmyślając nad wierszem Lampmana lub zimowymi obrazami wielkiego rosyjskiego „prerafaelity” Niestierowa. Niestety rano nadeszła wielkomiejska pół-odwilż, spowodowana naturalną ciepłotą miasta (ach te rury) a wiatr dokądś sobie poszedł i w Warszawie zrobiła się zwykła plucha.
Z natury (i częściowo z pochodzenia) jestem południowcem, więc za zimą nie przepadam, tym bardziej, że kilka lat swojego życia spędziłem w Rosji, gdzie miałem wątpliwą przyjemność przeżyć tydzień mrozów niemal czterdziestostopniowych. Uwielbiam jednak pewien rodzaj dni zimowych – po cichu liczyłem, że ta niedziela taka będzie – kiedy po obfitych opadach śniegu pojawia się gęsta zimowa mgła.
Śnieżycę i mgłę łączy pewne podobieństwo: są to dwa sposoby, jakimi żywioł wody posługuje się aby wtargnąć do wrogiego mu żywiołu powietrza i podporządkować go sobie. Ale śnieżyca to atak gwałtowny, hałaśliwy i zwykle krótkotrwały, coś jak lot kamikadze, podczas gdy mgła przynosi ze sobą to, czego nam wszystkim brakuje: spokój i ciszę. We mgle, szczególnie we mgle zimowej, której działanie wzmacnia krótkość zimowego dnia, można odnaleźć pewną, można by rzec, apofatyczną wartość duchową. Rzeczy znajdujące się w bezpośredniej bliskości zdają się wyraźniejsze niż podczas dnia o zwykłej widzialności i odwrotnie, to, co znajduje się dalej od nas, wydaje się bardzo odległe a przede wszystkim nieokreślone: kształty przybierają postać rozmazanych plam, kolory giną w oceanie bladoszarej bieli. Świat we mgle jest światem ubranym w obłok niewiedzy a pojęcia bliski/daleki nabierają w nim innego znaczenia. Łatwiej wtedy zrozumieć, że nasza wiedza ma swoje granice a każdy krok na zewnątrz to potencjalny skok w przepaść. Patrzajcie tedy, jakobyście ostrożnie chodzili, nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. A może tylko tak mi się wydaje i tworzę na siłę mistykę mgły, wkurzony, że zamiast niej oglądam dziś za oknem czarne jezdnie i pobocza pełne błota poślizgowego.
.



