Vox patrum
.
"Bóg jest dobry, beznamiętny (tj. pozbawiony namiętności) i niezmienny. Jeśli kto zatem, uznając za prawdziwe i rozsądne stwierdzenie, że Bóg jest niezmienny, dziwi się jednakże, jak On – będąc takim – cieszy się z powodu dobrych, od złych odwraca, na grzeszników gniewa, a kiedy okazują skruchę obdarza ich miłosierdziem, to na trzeba odpowiedzieć, że Bóg ani się raduje, ani gniewa, gdyż zarówno radość jak i gniew są to namiętności. Niemądrze jest myśleć, że Boskości może być gorzej lub lepiej z powodu spraw ludzkich. Bóg jest dobry i czyni tylko dobrze, i krzywdy nikomu nie czyni, pozostając zawsze taki sam. My zaś, ludzie, kiedy czynimy dobro upodabniając się do Boga, stajemy się z Nim złączeni, kiedy zaś czynimy zło, stajemy się do Niego niepodobni i oddalamy się od niego… I nie znaczy to, że gniewa się On na nas, lecz że nasze grzechy nie pozwalają Bogu oświecić nas i skazują nas na męki zadawane przez demony. I jeśli, przez modlitwę i dobre czyny uzyskujemy odpuszczenie grzechów, to nie znaczy to, że Boga zmieniliśmy i uczyniliśmy go nam przychylnym, lecz że przez takie działania i zwrócenie się ku Bogu uleczyliśmy się z żyjącego w nas zła i znów możemy kosztować Jego dobroci. Tak więc twierdzić, że Bóg odwraca się od złych to jakby mówić, że Słońce chowa się przed ślepymi."
Św. Antoni Wielki, Pouczenie 150

.




9 komentarzy:
Normalnie czyste neoństwo :P
Aż mję kusi by wrzucić ten tekst na FForum i podpisać "Kiko Arguello" i poczekać na reakcję, ale szkoda szafować pouczeniami świętych dla chwili przyjemności.
A ostatnie zdanie sobie wyryję.
E tam neoństwo. Normalka :)
Czy ja wiem? Po kościołach przekazuje się często obraz Boga uległego swoim Boskim emocjom. Bóg sie gniewa, Bóg się obraża...
Tylko skąd biorą się takie sądy? Czemu tak wielu ludzi wciąż wierzy, że Pan się gniewa, Pan skazuje, Pan potępia? Chyba język Pisma Świętego bywa dla nas dziś zwodniczy. I dlatego bez Tradycji Kościoła ani rusz... Dzięki Ci, Studyto, za te piękne zdania.
A jednak sami święci i mistycy używali języka mocno "antropomorfizującego" przy opisie swych przeżyć, które zdają się być o wiele lepsze niż te racjonalizacje dokonane ewidentnie pod wpływem racjonalizmu greckich filozofów. Mi się ten wywód nie podoba ponieważ czyni z Boga coś na kształt martwego obiektu, ewentualnie źródło czegoś dość abstrakcyjnego, stającego się wielorakim w różnych przypadkach. I za słabe na wyjaśnienie tajemnicy wcielenia/
Z tym Wcieleniem to palnąłeś jak łysy o beton, gdyż św. Antoni Wielki w ogóle w tym pouczeniu o nim nie mówi, zatem trudno go oskarżać, że nie wyjaśnia czegoś, czego w danej wypowiedzi nie omawia. Pamiętaj tylko, że pouczenia były kierowane do mnichów egipskich, którzy – jak zakładam – wiedzieli, czym jest Wcielenie Słowa Bożego. Postaram się zatem odpowiedzieć na Twój zarzut, że wywód „czyni z Boga coś na kształt martwego obiektu, ewentualnie źródło czegoś dość abstrakcyjnego, stającego się wielorakim w różnych przypadkach” (prawdę mówiąc nie wiem skąd to sobie wykoncypowałeś, bo z tekstu św. Antoniego wynika jasno, że Bóg się nie zmienia, ale zostawmy to na boku).
Trzeba zacząć od dwóch aksjomatów chrześcijańskiej teologii:
1/ Bóg jest prosty, niezłożony, niezmienny itd.
2/ Pełne i ostateczne objawienie Boga otrzymaliśmy we Wcielonym Słowie Bożym, Jezusie Chrystusie, który jest doskonałym obrazem Ojca a kto zna Jego ten zna Ojca.
I właśnie od Chrystusa wiemy, że Bóg zsyła deszcz (biblijny symbol łaski!) na sprawiedliwych i niesprawiedliwych (Mt 5,45) a sam Chrystus daje nam wiele przykładów nieskończonej dobroci Boga i naucza, skąd pochodzi jej przeciwieństwo:
I stało się, gdy dopełniały się dni, kiedy miał być wzięty do nieba i postanowił pójść do Jerozolimy, (52) że wysłał przed sobą posłańców. A ci w drodze wstąpili do wioski samarytańskiej, aby mu przygotować gospodę. (53) Lecz nie przyjęli go, dlatego, że droga jego prowadziła do Jerozolimy. (54) A gdy to widzieli uczniowie Jakub i Jan, rzekli: Panie, czy chcesz, abyśmy słowem ściągnęli ogień z nieba, który by ich pochłonął, jak to i Eliasz uczynił? (55) A On, obróciwszy się, zgromił ich i rzekł: Nie wiecie, jakiego ducha jesteście. (Łk 9:51-55)
Wynika z tego, że Bóg nie czyni zła i że obdarza swoją wieczną i niezmienną miłością wszystkich ludzi, niezależnie od stopnia ich grzeszności. Możemy „antropomorficznie” powiedzieć, że Bóg kocha, współczuje, cieszy się, lecz wszystko to nie wnosi w Jego byt zmiany, względności, namiętności. Bóg wybawia jak ojciec, pociesza jak matka, bierze udział w historii rodzaju ludzkiego i w życiu każdego człowieka, lecz ten udział nie wprowadza ani zmienności, ani wahań ani ciągłości do Boskiego bytu. Bóg kocha świat, działa w nim, pojawia się w nim, wciela się i nawet umiera w ciele, nie przestając być niezmiennym w swoim niestworzonym bycie, którego nie jesteśmy w stanie wyczerpująco opisać za pomocą prostych dialektycznych pojęć.
Ta niezmienna i ciągła miłość (łaska) Boża, która nieprzerwanie ogarnia wszystkie stworzenia przejawia się różnie w zależności od kondycji duchowej każdego człowieka. To bardzo wyraźnie podkreślają Ojcowie Kościoła, myślę, że spokojnie możemy uznać taki pogląd za consensus patrum. Dusza ludzka, która odpowiada na tę łaskę i czyni wysiłki, aby żyć zgodnie z Boskim prawem, staje się podobna do wosku, który topnieje w słonecznym świetle. I odwrotnie, dusza zbyt przywiązania do przemijającego, materialnego świata upodabnia się do gliny, która w tym samym świetle słońca twardnieje (światło słoneczne jest często spotykaną u Ojców analogią łaski Bożej). W ostatecznym wypadku miłość Boża staje się dla takiej duszy cierpieniem (coś podobnego działo się z Voldemortem w ciele HP), odczuwana jest jak kara, męka. Jak pisze św. Izaak Syryjczyk grzesznicy w Gehennie będą smagani biczem miłości Boga.
I wlaśnie to napisał św.Antoni Wielki w swoim pouczeniu.
Pozdrawiam,
Loyo: bo Bóg (jak Pismo głosi) też się gniewa i karze. Za obraz chrześcijańskiego paradoksu wystarcza to, że jest nieskończenie miłosierny i doskonale sprawiedliwy. Nie można widzieć tylko miłosierdzia ani tylko sprawiedliwości, bo dostajemy wypaczony obraz. Tak samo złe jak zapominanie o tym, że Bóg kocha wszystkich, jest zapominanie o tym, że "Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza a za złe karze".
To może spójrzmy na to z innej strony: czy gniew przynależy do natury Boga?
Raczej nie. Ja wiem, że problem leży m.in. w nieprzystawaniu ludzkich pojęć do opisu Boga. Przypuszczam, że gniew Boży jest zupełnie czym innym niż ludzki.
Zgadzam się całkowicie z tym, że Bóg nie odwraca się od nikogo - szanuje jednak wolę tych, którzy odwracają się od niego. I wydaje mi się, że jednak zbyt często zapomina się o tym, że piekło istnieje.
Prześlij komentarz