wtorek, luty 10, 2009

1972

.
Jednym z sympatyczniejszych przejawów anomii, o której ciekawie pisał ostatnio Szczepan Twardoch są towarzyszące jej dynamiczne przemiany w sztuce. Artyści porzucają stare formy bądź przemieniają je w coś zupełnie nowego.

Oczywiście różnie z jakością tych przewrotów i zmian bywa. Rewolucyjny Beethoven położył fundament pod znaczną część muzyki dziewiętnastowiecznej, której niemal en masse nie da się słuchać. Tę muzykę recenzent muzyczny Antoni Piekut (kto czytał w latach 80 pismo „Non Stop” ten faceta pamięta) słusznie określił jako „czterdzieści minut pitolenia, pod koniec którego zmęczony i uśpiony słuchacz dobudzany jest waleniem w kotły i talerze”.

Ale eksplozja muzycznej inwencji na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy nasza kochana cywilizacja gorączkowo zdrapywała skromne resztki chrześcijańskiego makijażu, to zjawisko ze wszech miar miłe dla ucha. Jako człek wychowany na radiowych audycjach Piotra Kaczkowskiego mogę być nieobiektywny, ale… Weźmy tylko jeden rok: 1972. W tym roku ukazały się takie płyty jak „Made in Japan” i „Machine Head” Deep Purple. Yes, Genesis, Jethro Tull i ELP wydały klasyczne dla prog-rocka albumy „Close to the Edge”, „Foxtrot”, „Thick as a Brick” i „Picture At an Exhibition”, Wishbone Ash zaskoczył publikę subtelnym gitarowym „Argusem”, holenderski Focus wywalił genialne „Moving Waves” i niewiele słabszą „III”. Chick Corea i Joe Zawinul śmiało eksplorowali obszary jazz-rocka, wydając „Light as a Feather” i „I sing the Body Electric”. Neil Young udowodnił jak świetnie może brzmieć country w rockowej oprawie płytą „Harvest” zaś pionierzy americany z The Band wydali klasyczny koncertowy album „Rock of Ages”. Dorzućmy jeszcze świetne płyty wydane w tamtym roku przez Budgie, Steely Dan, Amon Dull, Can, Franka Zappę, Joni Mitchell, Urial Heep, Pink Floyd, Gentle Giant, J.J. Cale’a (to człowiek, z którego brutalnie zrzynał Mark Knopfler), Thin Lizzy, Sandy Denny, Caravan, T.Rex czy Marvina Gaye. Co dwa, trzy tygodnie album, który wywarł wielki wpływ na to, co działo się muzyce późniejszych dekad. Taki Złoty Wiek już się muzyce rockowej nie powtórzył. Tak więc nawet w czasach anomii życie potrafi być całkiem przyjemne.

A tak w ogóle to Pan Studyta, znany z niechęci do koncertów rockowych, wybiera się dziś do Stodoły na koncert starych dziadków z Marillion.


.