wtorek, luty 03, 2009

Dziatwa

.

O tym, że rodzeństwo bywa bardzo do siebie niepodobne wiedzieli już starożytni Papuasi. Co innego jednak wiedza teoretyczna, a co innego własna obserwacja.

Moja starsza córka, która pojawiała się tu kilka razy w ramach wpisów o „nocnych rozmowach”, jest typem marzyciela i wrażliwca. Jej styl bycia dobrze określa angielskie słowo daydreaming. Sztuki gwałtownych, krótkotrwałych załamek uczył ją chyba sam kasztelan Mirmił. Nad wiek dobrze rysuje i przy całej swojej delikatności zdradza, o dziwo, predylekcję do ciężkiego grania (The Cult, Budgie, Mountain, Iron Maiden).

Młodsza to jej przeciwieństwo, osóbka z twardym charakterem, z takich co wolą zaliczyć klapsa ale postawić na swoim niż posłuchać rodziców. Przypuszczam, że w przyszłości sprawi nam niejedną niespodziankę. Ma dobry słuch muzyczny, ale póki co jej talenty artystyczne skupiają się na polu poezji. Wymyśla bowiem moja młodsza dziecina upiorne nursery rhymes. Dwie próbki jej twórczości zamieszczam dziś ku uciesze Gości i Czytelników. Pierwsza, zaimprowizowana w drodze z przedszkola do domu, po przedszkolnym przedstawieniu z okazji Dnia Babci i Dnia Dziadka:


Posadzimy zaraz dziadka
Na fotelu elektrycznym…

oraz nucona niedawno podczas zabawy klockami Lego:

Raz dwa lewa
Raz dwa lewa
Idzie sobie zombi
I piosenkę śpiewa



.