czwartek, kwiecień 02, 2009

Tropiąc Graala na wschodnich ścieżkach

.

Opowieści o zaginionym Chrystusowym Kielichu należą do najpiękniejszych i najbardziej fascynujących toposów neomitologicznych (neo-, bo w odróżnieniu od dawnych mitów, możemy wskazać ich autorów) europejskiej kultury. Mało kto nie emocjonował się przygodami „serów” Galahada, Percewala i Keja poszukujących tej niezwykłej relikwii. Urok opowieści o Świętym Graalu nie maleje po dziś dzień, urzekając spokojem, którego tak nam brakuje. W czasach wszechobecnego hałasu i miotania się z miejsca na miejsce w ramach „przymnażania PKB” dobrze jest wyobrazić sobie ukrytą w wiecznie zielonym lesie kaplicę skrywająca połyskujący nieziemskim światłem Kielich.

A choć wersji opowieści o Graalu jest wiele, jeszcze więcej powstało ich interpretacji. Mamy więc wyjaśnienie legendy o Graalu w świetle średniowiecznej teologii i mistyki sakramentów (np. szkic Gilsona publikowany niegdyś we „Frondzie”) i równie ciekawą, zamieszczoną swojego czasu na łamach Prokopiukowskiego Gnosis eucharystyczną interpretację autorstwa o. Sergiusza Bułhakowa. Mamy badaczy wskazujących na wyraźne wpływy arabskie albo łączących opowieści o Graalu z legendami irlandzkimi o ludzie Tuatha De Daanan. Mamy niezliczone wariacje i mutacje mitów gnostyckich inkorporujące Święty Kielich jako pożyteczny rekwizyt, mamy spekulacje o Graalu jako świętej „królewskiej krwi” – sang real – oraz teorie antropologów doszukujących się korzeni tych opowieści w pradawnych mitach o cyklicznym odnowieniu świata. Według opowieści arturiańskich Graal został przywieziony do Brytanii przez św. Józefa z Arymatei ale inni



twierdzą, że w rzeczywistości była to Bretania a kielich ukryty jest we Francji. Ilu autorów, tyle Świętych Graali, chciałoby się rzec. Pozwolę więc sobie i ja dorzucić mały kamyczek do graalologicznej mozaiki, oczywiście kamyk wskazujący na pewne tropy wschodnie, bizantyjskie.

Zacząć wypada od chronologii. W Kościele jerozolimskim już w IV wieku obchodzono 3 czerwca uroczystość Odnalezienia Świętego Kielicha jednak święto to miało – w odróżnieniu od uroczystości Podniesienia Krzyża – charakter lokalny a z chwilą przeniesienia w VI wieku kielicha do Konstantynopola, gdzie najprawdopodobniej umieszczono go w pałacowej kaplicy Pharos, zanikło. W zachodniej Europie zainteresowanie Graalem – choć nie od razu zaczęto utożsamiać go z kielichem - obserwujemy pod koniec XII wieku, z chwilą pojawienia się stworzonego przez Chretiena de Troyes cyklu romansów (Erek i Enida, Cligés, Yvain, Lancelot i Percewal). Interesować nas powinien szczególnie ten ostatni, gdyż tam właśnie pojawia się motyw poszukiwania Świętego Graala, ale zacznijmy od innych. Cligés to najprawdopodobniej Kilidż Arslan, jeden z tureckich wodzów, nękających rządzone przez Manuela Komnena cesarstwo wschodnie a akcja romansu dzieje się we Francji i Bizancjum. Także Yvain opisuje bieżące wydarzenia z Bizancjum. Inny, anonimowy romain courtois z tego okresu zatytułowany Partonopeus de Blois opisujący dzieje miłości francuskiego wielmoży i bizantyjskiej księżniczki, pełny jest szczegółowych opisów konstantynopolitańskiej architektury, dzieł sztuki, skarbów i relikwii tam zgromadzonych. Zapewne jego autorem był jeden z rycerzy z orszaku hrabiów de Blois, których w owym czasie łatwiej było spotkać we wschodnim cesarstwie czy Outremer niż w rodzinnej Szampanii.

Chretien de Troyes, choć sam nie był nigdy na wschodzie, pisał więc w okresie wyjątkowo aktywnych kontaktów zachodnio-bizantyjskich i trzeba ten fakt brać pod uwagę analizując pojawiający się w Percewalu motyw Graala. Ten ostatni, niedokończony romans Chretiena był dedykowany protektorowi autora, Filipowi Alzackiemu, hrabiemu Flandrii, który właśnie powrócił z Konstantynopola i dostarczył Chretienowi wielu szczegółów dotyczących wschodniego cesarstwa. Historycy zwracają uwagę na szereg bizantyjskich inspiracji znajdujących się w tym romansie, np. Okrągły Stół przypomina kształtem greckie i syryjskie ołtarze z tamtych czasów zaś sala, w której Percewal widzi Graala to niemal kopia Chryzotriklinium, ośmiokątnej, przykrytej kopułą sali, w której bazyleus przyjmował zagranicznych posłów. Wiemy też, że Chretien znał walijską legendę o rycerzu Peredurze, który spędził kilkanaście lat w Konstantynopolu, gdzie widział słynny Mandylion, chustę z odciśniętym obliczem Jezusa (prawdopodobnie Mandylion to składany na czworo Całun Turyński, „zwinięty” z Konstantynopola a następnie rozwinięty przez uczestników IV krucjaty po powrocie na Zachód). O tych inspiracjach wiedziano od dawna, dlatego Max Bruckner, twórca scenografii do Wagnerowskiego Parsifala nadał Świątyni Graala formę podobną do bizantyjskiej cerkwi.


Jest jednak w arturiańskich opowieściach o Graalu (zarówno tych pióra de Troyes jak i późniejszych) jeszcze jeden ważny „wschodniacki” motyw zauważalny w scenie tzw. Procesji Graala. Mimo różnic w wersjach można z grubsza opisać ją jako na poły senną na poły mistyczną wizję Percewala w pałacu Króla Rybaka. Przed oczami Percewala przesuwają się postacie (młodzieńców, aniołów, dziewic) niosące „świętości Graala”: kielich, włócznię, patenę lub misę, wreszcie miecz.

Procesje opisane przez autorów opowieści o Graalu, Roberta de Boron czy Wolframa von Eschenbach są niewątpliwie zainspirowane procesją Wielkiego Wejścia w bizantyjskich liturgiach eucharystycznych, jednak w kontekście naszych poszukiwań Świetego Graala bardziej interesujące wydają mi się same „świętości”. Są to bowiem (za wyjątkiem miecza, ale mógł to być krzyż niesiony w czasie liturgii pontyfikalnej przez jednego z hipodiakonów) akcesoria liturgiczne używane przez kapłana w czasie tzw. proskomidii czyli przygotowania darów eucharystycznych, specyficznie bizantyjskiej części liturgii nieznanej w rytach zachodnich. Proskomidia sprawowana jest na położonym na lewo od ołtarza stole ofiarnym (gr. prothesis, scs. żertwiennik). W XIV wieku ustaliła się praktyka sprawowania jej przed liturgią, w czasie kiedy lektor czyta trzecią i szóstą godzinę kanoniczną a wierni schodzą się do cerkwi, zapalają świece itp. Ponieważ współczesny ikonostas zasłania większą część prezbiterium, współcześnie wierni nie widzą tego obrzędu. Jednak w czasach wypraw krzyżowych proskomidia była dokonywana publicznie po zakończeniu czytań, w czasie śpiewu tzw. Hymnu Cherubinów, pieśni rozpoczynającej liturgię wiernych. Publicznie, bowiem stół prothesis umieszczony był wtedy „na widoku” a nie za ikonostasem, który zresztą był w Bizancjum znacznie niższy niż ruskie ikonostasy późnośredniowieczne. Po zakończeniu proskomidii przygotowane odpowiednio chleb i wino były przenoszone w uroczystej, okrążającej cała nawę procesji na ołtarz.

Dla lepszej ilustracji związku między proskomidią a Procesją Graala zamieszczam fragment rytuału proskomidii. Aby czytało się łatwiej wyjaśniam, że prosfora to pszenny chlebek liturgiczny, „święta włócznia” to miniaturowa kopia, którą posługuje się kapłan w czasie proskomidii, diskos to liturgiczna patena, orarion to wstęga stanowiąca część szat diakońskich zaś Baranek to wycięty z prosfory sześcian przeznaczony do przemienienia w czasie liturgii.



Kapłan bierze w lewa rękę prosforę, w prawą zaś świętą włócznię, i znacząc trzykrotnie prosforę znakiem krzyża nad pieczęcią, mówi:

Na pamiątkę Pana i Boga, i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa (trzy razy).

Następnie wbija włócznie z prawej strony pieczęci i mówi tnąc:

Jak Owca był na rzeź prowadzony.

Z lewej zaś:

I jak Baranek bez skazy, niemy wobec tego, który go strzyże, tak On nie otwiera ust swoich.

Przy górnej stronie pieczęci:

W pokorze Swojej został On osadzony.

Przy dolnej:

Ród zaś Jego któż opisze?

Diakon trzymając w ręce orarion i patrząc pobożnie na to misterium, mówi przy każdym cięciu:

Do Pana módlmy się.

Potem mówi:

Weź, władyko.

Kapłan, włożywszy świętą włócznie z prawej bocznej strony prosfory, wyjmuje święty chleb [zwany Barankiem], mówiąc:

Albowiem zabierane jest z ziemi Jego życie.

Kapłan kładzie chleb pieczęcią do dołu na świętym diskosie, a diakon mówi:

Ofiaruj, władyko.

Kapłan nadcina Baranka w formie krzyża, mówiąc:

Ofiarowany jest Baranek Boży, który bierze grzech świata, za życie świata i zbawienie.

I odwraca Baranka na druga stronę, pieczęcią do góry. Diakon mówi:

Przebij, władyko.

Kapłan zaś przebijając Baranka włócznia z prawej strony, mówi:

Jeden z żołnierzy włócznia przebił Mu bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda. A ten, który to widział, zaświadczył, a jego świadectwo jest prawdziwe.




Czytelnikom Studionu pozostawiam wyciągnięcie wniosków. Mythos ma to do siebie, że nie sposób ująć go w ramki jednoznacznej i wyczerpującej interpretacji, jestem jednak zdania, że bizantyjski kamyczek graalologicznej mozaiki dobrze wyjaśnia pewne aspekty tych pięknych opowieści.




.