Seks, mass media, życie typu instant – czyli zwykłe studyckie tematy
.
Wiele atramentu wylano na temat upadku życia seksualnego w naszym współczesnym pop-świecie. Swoją małą cegiełkę dorzucił i autor tego wpisu w jednym z ostatnich numerów „Arcanów”. W skrócie: w dobie panseksualizmu akt seksualny i kobiety zostały uprzedmiotowione, zamiast spotkania kochających się osób mamy użycie innej osoby dla własnej przyjemności. To nie jest oczywiście żadne novum, prostytucja i zapotrzebowanie na nią istniały zawsze, chodzi raczej o rozpowszechnienie takiego „etosu” na coraz szersze kręgi społeczeństwa.
Z pewnością powyższy opis zawiera w sobie wiele prawdy. A raczej zawierał.
Dziś skłonny jestem uznać, że pojęcia takie jak „uprzedmiotowienie” stały się rodzajem chrześcijańskiego newspaeaku, który niewiele wyjaśnia, ale pozwala sformułować zgrabną wypowiedź, która będzie „po linii i na bazie”. Tymczasem sytuacja jest znacznie gorsza. Obawiam się, że wielu ludzi nie jest już w stanie nikogo „uprzedmiotowić”, gdyż choroba depersonalizacji dotknęła nie tylko stosunków międzyludzkich, ale także relacji człowieka z otaczającymi go przedmiotami.
W świecie-strumieniu, który jest ciągiem szybko zmieniających się obrazów, dźwięków, pustej „informacji” i jednorazowych opakowań, w szybkim tempie oduczamy się podstawowych czynności, które konstytuują nasze człowieczeństwo: jedzenia, picia, mowy i rozmowy, dotyku, słuchania jak człowiek. Życie jako projekcja obrazu „siebie-jakim-chciałbym-być” nie pozostawia czasu na zwyczajne, prawdziwe życie. Nie ma czasu, żeby cos poznać, na coś czekać, nad czymś głębiej się zastanowić, docenić to, co dobre i znaleźć jasną stronę w tym, co niedoskonałe.
Ludzie, którzy wyrośli w takim świecie, nie znają świata a więc trudno im naprawdę poznać innego człowieka.
Instant, instant, instant… Trudno mówić o erotyzacji czy nadmiernej zmysłowości, tak było w epoce baroku i później, w czasach, kiedy kobiety wciąż nosiły długie kiecki a język posiadał słownictwo zdolne wyrazić całą paletę ludzkiej zmysłowości. Dziś mamy redukcję erotyki do poziomu reakcji chemicznych stymulujących szybkie zaspokojenie, które opisywane jest językiem o mechanistycznej leksyce, właściwie pozbawionej odniesienia do sfery zmysłów, czyli posterotykę.
Wiele atramentu wylano na temat upadku życia seksualnego w naszym współczesnym pop-świecie. Swoją małą cegiełkę dorzucił i autor tego wpisu w jednym z ostatnich numerów „Arcanów”. W skrócie: w dobie panseksualizmu akt seksualny i kobiety zostały uprzedmiotowione, zamiast spotkania kochających się osób mamy użycie innej osoby dla własnej przyjemności. To nie jest oczywiście żadne novum, prostytucja i zapotrzebowanie na nią istniały zawsze, chodzi raczej o rozpowszechnienie takiego „etosu” na coraz szersze kręgi społeczeństwa.
Z pewnością powyższy opis zawiera w sobie wiele prawdy. A raczej zawierał.
Dziś skłonny jestem uznać, że pojęcia takie jak „uprzedmiotowienie” stały się rodzajem chrześcijańskiego newspaeaku, który niewiele wyjaśnia, ale pozwala sformułować zgrabną wypowiedź, która będzie „po linii i na bazie”. Tymczasem sytuacja jest znacznie gorsza. Obawiam się, że wielu ludzi nie jest już w stanie nikogo „uprzedmiotowić”, gdyż choroba depersonalizacji dotknęła nie tylko stosunków międzyludzkich, ale także relacji człowieka z otaczającymi go przedmiotami.
W świecie-strumieniu, który jest ciągiem szybko zmieniających się obrazów, dźwięków, pustej „informacji” i jednorazowych opakowań, w szybkim tempie oduczamy się podstawowych czynności, które konstytuują nasze człowieczeństwo: jedzenia, picia, mowy i rozmowy, dotyku, słuchania jak człowiek. Życie jako projekcja obrazu „siebie-jakim-chciałbym-być” nie pozostawia czasu na zwyczajne, prawdziwe życie. Nie ma czasu, żeby cos poznać, na coś czekać, nad czymś głębiej się zastanowić, docenić to, co dobre i znaleźć jasną stronę w tym, co niedoskonałe.
Ludzie, którzy wyrośli w takim świecie, nie znają świata a więc trudno im naprawdę poznać innego człowieka.
Instant, instant, instant… Trudno mówić o erotyzacji czy nadmiernej zmysłowości, tak było w epoce baroku i później, w czasach, kiedy kobiety wciąż nosiły długie kiecki a język posiadał słownictwo zdolne wyrazić całą paletę ludzkiej zmysłowości. Dziś mamy redukcję erotyki do poziomu reakcji chemicznych stymulujących szybkie zaspokojenie, które opisywane jest językiem o mechanistycznej leksyce, właściwie pozbawionej odniesienia do sfery zmysłów, czyli posterotykę.
I jak zwykle kobiety tracą więcej. Trudno znaleźć faceta gotowego poślubić kobietę, która „z niejednego pieca chleb jadła”, miała kilkunastu partnerów, z kilkoma mieszkała przez dłuższy czas itd. Jest to zapewne atawistyczna asymetria, ale nie sposób wykorzenić jej z ludzkiej natury.
A kiedy przeminą najlepsze lata, wtedy, jak mawia los, nawet buty od Manolo Blahnika nie pomogą.

.



